Ściągacz do Przegubów na Allegro.pl - Zróżnicowany zbiór ofert, najlepsze ceny i promocje. Wejdź i znajdź to, czego szukasz! Film przedstawia jak prawidłowo sprawdzić płyny eksploatacyjne i światła podczas egzaminu na prawo jazdy. W samochodzie Opel Corsa podczas sprawdzenia większ Stan. Nowy. 11, 99 zł. 20,10 zł z dostawą. Produkt: Maść na ból dupy w pudełeczku Gadget Master 13,7 x 3 x 3 cm. dostawa we wtorek. 90 osób kupiło. dodaj do koszyka. Firma. Egzaminy na chūnina. Egzamin na chūnina ‒ egzamin, do którego mogą przystąpić genini, a którego zdanie skutkuje otrzymaniem przez nich rangi chūnina. Jōnin prowadzący grupę geninów ma prawo zgłosić swoich podopiecznym do tego egzaminu na wyższą rangę shinobi zaraz po otrzymaniu rangi genina. Dawniej egzamin rozstrzygany był Pewniaki na egzaminie z języka polskiego 2022: Napisanie dłuższej wypowiedzi pisemnej (rozprawki lub opowiadania) na podany w poleceniu temat. W wypracowaniu uczeń może odnieść się do utworu, który znajduje się na liście lektur obowiązkowych (są one podane także w arkuszu); Napisanie krótszej wypowiedzi pisemnej (np. Właśnie w tym mieście ma mieszkać chłopak, który całym tym maturalnym "przemysłem ściągania" dowodzi. Taka "przyjemność" sporo jednak kosztuje. Za zdanie egzaminu z chemii na poziomie rozszerzonym trzeba wyłożyć tysiąc złotych. Cała matura na poziomie 85 procent to wydatek rzędu pięciu tysięcy złotych. Matura z chemii. Przeważnie nie ma żadnych dalszych konsekwencji dla zdającego. Inaczej jest w przypadku egzaminów o większej doniosłości, tj. egzaminów na zakończenie danego etapu edukacji – matury, gimnazjalnych, szóstoklasistów, czy też egzaminów na studiach. Podstawową konsekwencją dla osoby zdającej jest oczywiście brak zaliczenia egzaminu. aT20l. 8 June 2020 Jak zrobić idealną ściągę nie do wykrycia? Kompendium wiedzyjak zrobić dobrą ściągę na egzamin. Z tego tekstu w 7 minut dowiesz się: Jak zrobić ściągę?Gdzie ukryć ściągę?Jak pisać ściągi?Jak nauczyć się ściągać? Kto nigdy nie użył ściągi na klasówce, zaliczeniach, czy podczas sesji na uczelni, niech pierwszy rzuci kamieniem. Nie idziesz tam po to, by być fair, a po to, żeby zdać, zaliczyć i zapomnieć. Więc… nie zapomnij o ściągach. Pomysłów na ściągi jest mnóstwo. Jednak tak naprawdę jak zrobić dobrą i skuteczną ściągę na egzamin? Jak ściągać na teście? Ukryj ściągi w długopisach Zakazany Długopis® . Dzisiaj gadżety do ściągania są naprawdę genialne. Jak zrobić niewidoczną ściągę nie do wykrycia? Ukryć ją w długopisie ze ściągą Zakazany Długopis® . Jeśli materiału na egzamin jest bardzo dużo, warto mieć przy sobie kilka długopisów Zakazany Długopis® z różnymi zagadnieniami, podzielonymi na odpowiednie kategorie. Łatwiej będzie Ci się w tym połapać. Jeśli chcesz ściągać nawet w pierwszej ławce, Zakazany Długopis® może być sztos pomysłem. Kliknij i zobacz wideo, jak zrobić ściągę do Zakazany Długopis®: Zakazany Długopis® Jak zrobić ściągę? (instrukcja) Wypisz najważniejsze zagadnienia między palcami obu dłoni. Jak ściągać w szkole? Przydadzą Ci się do tego Twoje własne dłonie. Nie wypisuj jednak niczego na śródręczach, a na przestrzeniach między palcami. W razie potencjalnego przyłapania na ściąganiu jest większa szansa, że zaciśniesz mocno palce i wykładowca lub nauczycielka nie rozkminią, że masz tam sporo do ukrycia. Uwaga, tylko dla kobiet! Załóż spódnicę na egzamin. Nie chcesz być przyłapana na ściąganiu? Ściąga ukryta pod spódnicą lub w staniku to pewniak, a do tego żaden wykładowca nie odważy się tam zajrzeć. Odsłaniasz lekko bluzkę lub spódniczkę, spisujesz, co trzeba i zaliczasz egzamin od ręki. Wydrukuj ściągę na przeźroczystej folii i włóż ją pod kartkę na początku egzaminu. Patent stary jak świat, a wciąż działa. Podczas gdy nauczyciel rozdaje kartki z egzaminem i na całej sali słychać jedynie szelest papieru, podłóż pod swój sprawdzian ściągę, wydrukowaną wcześniej drukarką laserową na przeźroczystej folii. Nie zadziała tu drukarka “atramentówka” – wszystko Ci się rozmaże i ze ściągi nici. Ściąga na przeźroczystej folii sprawdzi się także dobrze ukryta pod etykietą butelki wody mineralnej. Wgraj ściągi na smartfon i smartwatch. Ściąganie ze smartfonem dziś może być już mało skuteczne, bo nauczyciele zrozumieli, że telefon to wcale nie jest TYLKO kalkulator. Za to Smartwatch’e, Apple Watch’e, smartbandy? Tego jeszcze nie czają. Zapisz screeny ściągi lub konkretne teksty w Notatniku w telefonie, aby mieć do nich dostęp ze swojego zegarka. Jeśli jednak ściąganie z telefonu jest możliwe, dogadajcie się wcześniej, aby jedna, najbardziej ogarnięta osoba w klasie lub grupie skończyła egzamin jak najszybciej i wysłała reszcie przez Bluetooth, czy Wi-Fi zdjęcia “gotowca”. Klasyka gatunku: rękawy, piórniki, podeszwy od butów. Dobra ściąga to podstawa. Bez niej o wiele trudniej będzie cokolwiek zaliczyć. Jeśli wszystkie powyższe patenty na ściąganie na testach offline i online masz już przygotowane, załatw sobie wyjścia awaryjne. Gdzie przykleić ściągę rezerwową? Spód piórnika, tył paska od spodni lub podeszwy Twoich butów będą idealne na Twoje “pomoce naukowe”. Swoje ściągi możesz ukryć w rękawach lub nogawkach. Jeśli masz jeszcze gdzieś oldschoolową bluzę z kapturem i kieszenią na brzuchu, teraz może przydać Ci się, aby tam przykleić lub przypiąć ściągę na kolokwium. Jak zrobić i pisać ściągi? Wykorzystuj skróty myślowe. Im mniej miejsca zajmie tekst, a im więcej “mięsa” i przydatnego materiału wypiszesz na ściądze, tym piszesz odręcznie, dbaj o czytelność i rozmiar czcionki. Może okazać się, że Twoje ściągi podczas egzaminu będą nieprzydatne, bo zapomnisz, co tam w ogóle na ściągach swój indywidualny, zrozumiały tylko dla Ciebie kod. Zapisz pierwsze litery wyrazów, które powinieneś zapamiętać przed sprawdzianem lub rysuj rysunki i rebusy. Cokolwiek, co sprawi, że przyłapany unikniesz przypału i powiesz, że “to nie to, co Pani myśli”.Jak zrobić ściągę w Word? Przede wszystkim pamiętaj o maksymalnym wykorzystaniu powierzchni kartki, szerokości kolumn tekstu i rozmiaru czcionki. Pogrubiaj najważniejsze frazy i fragmenty, by łatwiej było wszystko odnaleźć. Jak nauczyć się ściągać w szkole? W ściąganiu może pomóc tylko i wyłącznie praktyka. Sprawdź, czy wytrzymasz ten stres i dasz radę ściągnąć wszystko, aby zaliczyć sesję bez nauki. Trenuj w towarzystwie długopisu do ściągania, a wszystkie inne pomysły na ściąganie mogą okazać się zbędne. Masz jakieś inne patenty na ściągi lub jesteś już po egzaminie i udało Ci się wszystko zaliczyć ze ściągami? A może wykładowca wywalił Cię za ściąganie z sali? Czekamy na Twoją historię w komentarzach poniżej. Uczeń już w podstawówce dowiaduje się, że ściąganie jest w porządku. Często utwierdzają go w tym sami nauczyciele Czasy się zmieniają, ale w szkołach i na uczelniach aktualne jest jedno – kto nie ściąga, ten frajer. W ściąganiu pomagają najnowsze metody i gadżety, takie jak sprzęt detektywistyczny, fałszywa tożsamość i internet w telefonie. Tylko dlaczego wciąż przymyka się oko na uczniowską i studencką nieuczciwość? Prof. Anna Wiłkomirska z Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego uważa, że korzystanie z niedozwolonych źródeł to niechlubna tradycja polskiej edukacji: – Uczeń już na początku nauki dowiaduje się, że ściąganie jest akceptowane, niejednokrotnie w tym przekonaniu utwierdzają go sami nauczyciele. W ostatnich latach podejście do oszustw się zmienia, ale bardzo powoli. To wymaga głębokich przemian w edukacji i współpracy szkół na wszystkich szczeblach. Tradycja i nowoczesność Podstawowe sposoby na wspomaganie pamięci nie zmieniają się od lat. Najczęściej uczniowie i studenci posiłkują się starymi jak sama edukacja metodami ukrytych karteczek, ruloników i harmonijek. Tak przygotowane pomoce chowane są w ręku albo przyklejane do podeszew butów, a płeć piękna chętnie korzysta z krótkich spódnic i pończoch, pod które można wsunąć karteczki („I co, ktoś spróbuje mi je stamtąd wyjąć? Pod spódniczkę mi wykładowca raczej nie zajrzy”, cieszy się na forum jedna z internautek). W internecie można kupić specjalne długopisy z okienkiem, w którym widoczna będzie ściąga, oszczędniejsi przygotowują sobie podobny sprzęt samodzielnie. Największa różnica między dzisiejszymi ściągami a tymi sprzed 30 lat jest taka, że informacje zwykle są zapisywane nie ręcznie, lecz komputerowo. Na wydruku maleńką czcionką zmieści się znacznie więcej treści niż w ręcznych zapiskach. W sieci nie brakuje też instrukcji, jak przygotować sobie ściągi na paznokciach. Dla nieuświadomionej osoby nie różnią się one od zwykłego manikiuru. Dopiero po bliższym przyjrzeniu się widać, że zamiast ciekawych wzorków na paznokciach zapisane są wzory czy terminy. W sukurs ściągającym przychodzą także najnowsze technologie. W sieci można kupić choćby zestaw do ściąg ultrafioletowych, niemal nie do wykrycia. Na kartce zapisuje się niezbędne informacje tuszem widocznym jedynie przy świetle ultrafioletowym, na egzaminie zaś używa się miniaturowej latarki UV, wbudowanej w zwykły długopis. Osoba postronna widzi tylko czystą kartkę, a nikt nie będzie przecież sprawdzał wszystkich zebranych papierów światłem UV. Pomocne bywają nowoczesne zegarki. Te najnowsze mają pamięć przekraczającą zasoby dawnych komputerów. Ale dysponujący grubszym portfelem sięgają nawet po sprzęt rodem z filmów szpiegowskich. Miniaturowa słuchawka bezprzewodowa ukryta w uchu i mikrofon przyczepiony do rękawa wystarczą do komunikowania się z podpowiadającym przyjacielem. Koszt zakupu takiego urządzenia to około tysiąca złotych, jednak już za jedną dziesiątą tej kwoty można je wypożyczyć na 24 godziny. O tym, że skuteczne ściąganie nie zawsze jest bezpieczne, przekonał się w zeszłym roku student krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej – po zakończonym egzaminie nie mógł wyciągnąć z ucha dziesięciomilimetrowej słuchawki. Szybko wylądował zatem na ostrym dyżurze, gdzie lekarz musiał usunąć ciało obce, starając się nie zniszczyć cennego sprzętu. Tańsze i mniej groźne są zwykłe słuchawki do telefonu – do tego jednak niezbędne są długie włosy, które zakryją ucho. – Czasem stosujemy notatki w telefonie, zapisane w skrzynce esemesowej lub w formacie PDF. Zdarza się nawet pisanie esemesów w trakcie zaliczenia albo wysyłanie MMS z fotografiami pytań. Większość telefonów ma dziś zresztą dostęp do internetu, a tam już zasoby wiedzy są nieograniczone – mówi Rafał, student informatyki z Politechniki Gdańskiej. Najryzykowniejszą metodą jest podstawienie na egzamin lepiej przygotowanego kolegi. Z takiej „pomocy” można skorzystać tylko w określonych sytuacjach – kiedy egzamin odbywa się w dużej grupie, gdzie łatwo zginąć w tłumie, pilnujący nie znają egzaminowanych ani nie sprawdzają szczegółowo ich dokumentów tożsamości. Koszt wynajęcia dublera sięga nawet kilkuset złotych, ewentualna wpadka może zaś skutkować restrykcjami karnymi – jeśli podstawiona osoba posługiwała się cudzymi dokumentami, grozi jej do dwóch lat więzienia. Co kraj to obyczaj Nie tylko w Polsce ściąganie ma się dobrze. Również uczelnie w innych krajach borykają się z tym problemem. W Rumunii do niedawna przymykano oko na nielegalne pomoce naukowe, aż wreszcie przed rokiem w ramach programu walki z korupcją w salach egzaminacyjnych na czas matur zainstalowano kamery. Efekt – oblało 55% zdających. – Im dalej na wschód, tym większa tolerancja dla kombinowania na każdym etapie, od szkoły po biznes – zauważa pochodząca z Białorusi Agnieszka, która maturę pisała w rodzinnym Grodnie, a studia kończyła w Warszawie. – Na maturze nie tylko pomagaliśmy sobie wzajemnie, ale ściągi dostarczali także rodzice, którzy mieli za zadanie przynieść nam kanapki w trakcie egzaminów. To było oczywiste i nikogo nie dziwiło. Wszyscy się tylko starali, żeby nie przesadzić i nie napisać egzaminu na piątkę, jeśli przez całe liceum miało się z danego przedmiotu trójki. Ściągania uczy się już dziecko w podstawówce. To nikogo nie oburza: radzisz sobie, więc jesteś lepszy, budzisz podziw, a nie sprzeciw. Zachód podchodzi do oszustw egzaminacyjnych znacznie bardziej restrykcyjnie. W krajach anglojęzycznych nie ma nawet językowego odpowiednika naszego ściągania. Tam korzystanie z nieuczciwej pomocy na egzaminach to po prostu cheating – oszustwo. Nieważne, czy korzystamy z pomocy kolegi z ławki czy ze skomplikowanych urządzeń. W USA student zostaje wydalony z uczelni, a informację o przestępstwie wpisuje się do akt, co w praktyce oznacza wilczy bilet na większość uczelni i zablokowanie kariery. W krajach skandynawskich za ściąganie natychmiast wylatuje się ze studiów, a na egzaminach studentów pilnują zwykle osoby spoza uniwersytetu. Jednak nawet tam nie udało się wyeliminować nieuczciwości. W zeszłym roku Uniwersytet w Uppsali zakupił urządzenia namierzające komórki, bo wielu studentów, mimo zakazów, zabierało telefony na egzaminy i korzystało z nich w trakcie pisania. Na coraz większą liczbę ściągających skarżą się także egzaminatorzy w Wielkiej Brytanii – tu również większość przypadków ma związek z popularnością nowoczesnego sprzętu: uczniowie i studenci używają iPodów oraz odtwarzaczy mp3. Główna różnica polega na tym, że tam ściąganie wciąż jest powodem do wstydu. – Być może przypadki ściągania od kolegi czy z kartki są w Stanach rzadsze niż w Polsce, nie oznacza to jednak, że na Zachodzie studenci są znacznie uczciwsi od Polaków. Oni także próbują oszukiwać, choć w inny sposób – precyzuje Andrzej Koźmiński, dziekan Akademii Leona Koźmińskiego. – Kiedy wykładałem na jednej z bardzo dobrych uczelni amerykańskich, wprowadzono tam program antyplagiatowy – okazało się, że w prawie 60% prac były nadużycia. Podobne problemy pojawiają się we Francji. Rzeczywiście jednak Zachód znacznie lepiej radzi sobie z tępieniem nieuczciwości, u nas ta walka dopiero się rozkręca. Restrykcje według uznania Ściąganie w czasie egzaminów czy sprawdzianów w Polsce nie jest przestępstwem z punktu widzenia prawa – łamie jedynie wewnętrzne regulaminy uczelni i szkół. Zasady panujące na egzaminie maturalnym i gimnazjalnym reguluje natomiast rozporządzenie ministra edukacji narodowej z 2007 r. – zakazuje posiadania urządzeń telekomunikacyjnych i własnych kartek czy nawet piórników. W przypadku stwierdzenia niesamodzielności w rozwiązywaniu zadań egzamin z danego przedmiotu zostaje unieważniony – jeśli chodzi o przedmioty obowiązkowe, np. polski czy matematykę, oznacza to niezdanie całej matury. Przed rokiem głośnym echem w kraju odbiły się wydarzenia w dwóch szkołach w Ostrowcu Świętokrzyskim, gdzie unieważniono 53 matury z chemii. Nikogo nie przyłapano na ściąganiu, ale w pracach pojawiały się te same błędy – niektóre na tyle charakterystyczne, że brak samodzielności piszących nie pozostawiał złudzeń. Uczniowie próbowali odwoływać się od decyzji Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, jednak uznano, że ich wina jest bezdyskusyjna. Łącznie w czasie zeszłorocznych matur przez ściąganie unieważniono prace przeszło 750 zdających – ponad połowę kombinatorów złapano na nieuczciwości w czasie egzaminu z matematyki. Studenci zwykle przyznają, że reakcje na ściąganie bywają różne u poszczególnych egzaminatorów. Rzadko się zdarza, aby uczelnia prowadziła jednolitą, spójną politykę w tym zakresie. – Jeden profesor zobaczy, że ściągasz, i jeszcze się uśmiechnie, drugi z góry zapowie, że nie toleruje żadnego ściągania – opowiada Rafał. – Jedna z wykładowczyń potrafiła nawet wyjść na papierosa, mówiąc, że jeśli chcemy skorzystać z okazji, to teraz. Powoli jednak przyzwolenie na ściąganie w środowisku akademickim spada. Jeszcze 10 lat temu nie zdarzało się, aby restrykcje wobec nieuczciwego studenta były większe niż wyrzucenie z egzaminu z dwóją. Dziś, choć wciąż nieczęsto, bywa, że studentowi grożą poważniejsze sankcje, teoretycznie łącznie ze skreśleniem z listy. – Egzaminator może zgłosić sprawę do prorektora. Ten, jeśli uzna, że to konieczne, przekazuje ją rzecznikowi dyscyplinarnemu uczelni – tłumaczy Anna Korzekwa, rzeczniczka Uniwersytetu Warszawskiego. – Część spraw rozpatrywanych przez rzecznika i ewentualnie komisję dyscyplinarną dotyczy fałszowania podpisów, plagiatowania, część – właśnie ściągania. Nie zdarzyło się jednak do tej pory, aby ktoś został za ściąganie usunięty z uczelni. Zorganizowaną walkę z plagiatami podjęła kilka lat temu warszawska Szkoła Główna Handlowa. – Jeszcze za czasów poprzednich władz rektorskich w SGH przeprowadzono konkurs dla studentów pod hasłem „Jedenaste – nie ściągaj”. Miał on charakter uświadamiający naganność oszukiwania na egzaminach, a polegał na zgłaszaniu propozycji pomagających wyeliminować proceder ściągania. Jego efektem było wprowadzenie w 2006 r. obowiązującego do dziś zarządzenia rektora dotyczącego zasad przeprowadzania egzaminów pisemnych. Z pomysłów zgłaszanych przez studentów wykorzystano zwiększenie liczby pilnujących oraz odstępy między zdającymi. – Zarządzenie mówi także o sprawdzeniu tożsamości egzaminowanych przed wejściem na egzamin. Wszystkie przedmioty osobiste studentów (plecaki, wyłączone telefony) mają być złożone w wyznaczonym miejscu – wymienia Marcin Poznań, rzecznik SGH. – Egzaminatorzy i osoby pilnujące mają obowiązek osobistego odbioru pracy po zakończeniu egzaminu, co ma zapobiec sytuacji, w której przy zamieszaniu po skończeniu egzaminu łatwo podmienić kartki. Jesteśmy świadomi, że te zabiegi nie wyeliminują całkowicie zjawiska ściągania, ale mogą pomóc w jego ograniczeniu i uświadomieniu, że jest ono oszustwem. Uczciwość w tyle Czy restrykcje wystarczą, aby zmienić podejście studentów do nielegalnych pomocy naukowych? – Dziś przed ściąganiem studentów powstrzymuje przede wszystkim lęk przed konsekwencjami. Świadomość etyczna studentów nie jest w tym przypadku zbyt wysoka – zauważa Andrzej Koźmiński. – Zmiany mentalne wymagają wielu lat – wyjaśnia prof. Wiłkomirska. – Kształcąc przyszłych pedagogów, staramy się przygotowywać ich do przeciwdziałania temu zjawisku na każdym etapie kształcenia i oczywiście z pełną surowością karzemy tego typu wykroczenia w czasie egzaminów. Trudno jednak powiedzieć, kiedy uda się zmienić świadomość społeczną. Co na to studenci? Ci, którzy deklarują uczciwość na egzaminach, motywują to zwykle brakiem umiejętności ściągania i „za słabymi nerwami”. Uczciwość jest na znacznie dalszej pozycji. Podobne wpisy Egzaminatorzy sprawdzający prace z egzaminu gimnazjalnego wyłapywać będą uczniów piszących niesamodzielnie. Za karę czeka ich powtórka egzaminu. Warto pamiętać, że, choć pytania na egzaminie gimnazjalnym są takie same dla wszystkich uczniów, to jednak odpowiedzi w różnych zestawach mogą być różnie poukładane. W jednym zestawie poprawną będzie A, w drugim D. To jeden ze sposobów Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, by odwieść uczniów od pokusy ściągania. Co w przypadku, jeśli uczeń zostanie przyłapany na niesamodzielnym rozwiązywaniu zadań lub, jeżeli zakłóca on przebieg egzaminu utrudniając pracę pozostałym uczniom? Wówczas przewodniczący szkolnego zespołu egzaminacyjnego unieważnia pracę tego gimnazjalisty i przerywa jego egzamin. Informację o przerwaniu i unieważnieniu egzaminu zamieszcza się w protokole. Jeśli niesamodzielność wyjdzie podczas sprawdzania prac, dyrektor OKE unieważnia egzamin tego ucznia i zarządza jego ponowne przeprowadzenie. Jeżeli w trakcie ponownego egzaminu gimnazjalnego sytuacja powtórzy się, w zaświadczeniu o wynikach egzaminu - w miejscach przeznaczonych na wpisanie wyników uzyskanych z egzaminu wpisuje się "0". Egzamin gimnazjalny jest powszechny i obowiązkowy. Oznacza to, że musi przystąpić do niego każdy uczeń kończący szkołę. To jeden z warunków jej ukończenia. Jeżeli jakiś uczeń nie podejdzie do egzaminu gimnazjalnego w danym roku, musi powtórzyć ostatnią klasę gimnazjum i przystąpić do niego w roku następnym. Gimnazjaliści, którzy z przyczyn losowych lub zdrowotnych nie pisali egzaminu w ustalonym terminie kwietniowym, a także ci, którym egzamin przerwano lub unieważniono, przystępują do niego w dodatkowym terminie. To w tym roku 6,7 i 9 czerwca. Liczba punktów uzyskana na egzaminie gimnazjalnym nie ma wpływu na ukończenie szkoły, ale wynik egzaminu jest ważny. Biorą go pod uwagę szkoły średnie podczas naboru. Jak wyglądał egzamin gimnazjalny rok temu? Sprawdź: Egzamin gimnazjalny 2010. Arkusze, pytania, odpowiedzi, porady Nadszedł czas, aby zabrać się na tym blogu za gramatykę. Dotąd udało mi się tego uniknąć. Zawsze staram się pisać dla Ciebie o tym, jak uczyć się języka przyjemnie, a gramatyka to nie jest aspekt języka, który wielu kojarzyłby się z przyjemnością. Też należysz do tego grona? To teraz posłuchaj: ten wpis ma na celu wyposażyć Cię w takie narzędzia, abyś mogła oficjalnie i na zawsze z tego dziwnego fanklubu hejterów gramatyki się wypisać. A w ogóle skąd ten powszechny uraz do gramatyki? Szkoła? W dużym stopniu. Sama pamiętam te godziny spędzone nad długimi listami odmian wszystkich czasowników. A mogłam wtedy zrobić coś pożytecznego, nauczyć się grać na ukelele albo chociaż programować. Zamiast tego uczyłam się odmiany czasowników, których nigdy nie użyłam nigdzie poza kartkówką. Osobny temat to sposób, w jaki przeważnie ocenia się w szkołach wiedzę językową. Do dzisiaj pamiętam te niesprawiedliwe ocenianie: nie liczyło się, że użyłaś ciekawej struktury gramatycznej, jeśli nie zrobiłaś tego w stu procentach poprawnie. Szkoła szkoliła nas, aby posługiwać się wiedzą językową bezpiecznie, czyli nie robić błędów. A gdybym Ci powiedziała, że można inaczej? Gdybym Ci powiedziała, że trzeba inaczej? Że aby nauczyć się mówić poprawnie, musisz najpierw popełnić bardzo dużo błędów? Że można i trzeba posługiwać się językiem praktycznie, jeszcze zanim opanujesz wszystkie niuanse gramatyczne? A gramatykę nadrabiać na spokojnie? To Ci mówię. Jak już to mamy ustalone, to czas zaopatrzyć się w fajne narzędzia do gramatyki. Agent specjalny zawsze dostawał nowe gadżety, udając się na nową misję, więc oto i nasze gadżety na starcie z gramatyką. 1. KARTECZKI SAMOPRZYLEPNE: UCZ SIĘ NA PAMIĘĆ KRÓTKICH ZDAŃ Zapisuj krótkie zdania na karteczkach samoprzylepnych: prawdziwych lub wirtualnych na pulpicie. Kiedyś uwielbiałam obklejać nimi biurko i wszystko dookoła. Zamieszczałam na nich to, czego aktualnie się uczyłam, a ciężko było mi zapamiętać. W ten sposób utrwalałam wiedzę „przy okazji” w każdym momencie, kiedy siedziałam przy biurku: przy piciu kawy, przy rozmowie z mamą przez telefon. Jeśli chodzi o gramatykę, to zacznij od krótkich struktur: „chcę frytki”, „lubię jeść sushi”, przechodząc do bardziej skomplikowanych, kiedy te już się utrwalą. Zasada jest prosta: informacja na karteczce musi być tak krótka, abyś nie miała oporu, żeby na nią zerknąć. Jeśli wypełnisz ją od prawej do lewej, od góry do dołu — Twoje oczy będą jej unikać. Ostatnio wprowadziłam jeszcze jedną zasadę do mojej metody „karteczkowej”. Karteczki po odklejeniu od bloczka lubią się rolować i wygląda to niezbyt fajnie, z tego względu ostatnio zamiast je odklejać, zainwestowałam w większą liczbę bloczków i treści zapisuję na nich bez odrywania. Takie bloczki ustawiam albo na poziomo na biurku, albo o coś je opieram. 2. CZYLI SKĄD BRAĆ PRZYKŁADY DO KARTECZEK Jest bardzo dużo darmowych narzędzi, z których można czerpać przykładowe zdania, np. Duolingo, Mondly czy Drops. Ostatnio korzystam też coraz częściej z Clozemastera. Mimo wyglądu przypominającego trochę programy z dawnych lat jest to świetne narzędzie do nauki słownictwa i gramatyki. Clozemaster opiera się na krótkich seriach treningowych, w których ćwiczymy między innymi słownictwo i zagadnienia gramatyczne. Można z niego korzystać również w wersji darmowej. 3. KSIĄŻKA DO GRAMATYKI (DO STOSOWANIA W MAŁYCH DAWKACH) Dobrze mieć książkę do gramatyki. Niedobrze czytać ją od deski do deski – no chyba, że jesteś dziennym studentem filologii na bardzo wymagającej uczelni. W każdym innym przypadku lepiej czytaj gramatykę po trochu. Nawet pięć minut wystarczy, żeby pogłębić któreś z zagadnień gramatycznych lub poznać zupełnie nowe. Nie przesadź. Szczypta soli poprawia smak potrawy, ale pół solniczki go zabija. Gramatyka to ta sama historia. Ja chętnie korzystam z Gramatyki w Tłumaczeniach i gramatyk obrazkowych. 4. YOUTUBE: CZYLI WERSJA KSIĄŻKI DO GRAMATYKI W FORMIE AUDIO Jeśli po szkolnej edukacji językowej, pozostał Ci uraz tak wielki, że na widok książki do gramatyki, skręcasz w księgarni na ślepo byle w inną alejkę, to na szczęście jest YouTube. O zagadnieniach gramatycznych nie musisz już czytać, możesz posłuchać. Nie będę Ci sugerować żadnych konkretnych kanałów, bo wystarczy, że wpiszesz interesujący Cię temat, a wyskoczy milion tytułów. 5. ULUBIONE KSIĄŻKI I FILMY: CZYLI NAUKA POPRZEZ STYCZNOŚĆ To, co najbardziej lubię w nauce języka, to możliwość połączenia jej z przyjemnością. Nie zawsze trzeba się języka uczyć aktywnie, można utrwalać go biernie na przykład podczas czytania ulubionej książki lub oglądania ulubionego serialu. Chyba nie muszę Cię do tej metody przekonywać. Tak to już jakoś jest, że nawet po krótkiej lekcji gramatyki, potem mimowolnie będziesz wzrokiem w ulubionej książce zauważać to, czego przed chwilą się uczyłaś. I w ten sposób też będziesz to utrwalać. 6. DOBRA APLIKACJA DO KONWERSACJI: GRAMATYKA W PRAKTYCE Taka aplikacja do konwersacji to na przykład italki. Wiem, że mówię o niej ostatnio w prawie każdym poście, ale praktyczne wykorzystanie języka jest najważniejsze, a w tym pomaga ta aplikacja. Jeśli chcesz się nauczyć nowej struktury gramatycznej, trzymaj kilka prostych zdań z tą strukturą pod ręką w czasie konwersacji. Spróbuj wykorzystać ją jeszcze nawet przed lekcją — masz taką okazję w formularzu, który wypełniasz do wiadomości nauczyciela (na jakim poziomie językowym jesteś, o czym chcesz rozmawiać itd.). Nie przegap tej okazji do małej językowej rozgrzewki. Oczywiście, jeśli masz na przykład kolegów w pracy lub znajomych, którzy są rodzimymi użytkownikami języka, którego się uczysz, to koniecznie testuj na nich 😉. Jak najwięcej. 7. ZESZYT DO NAUKI NA BŁĘDACH: PO ROZMOWIE ZAPISUJ JE Zasada jest prosta: po każdej konwersacji / lekcji w języku obcym zapisuj poprawną wersję w rozmowie błędnie użytego słówka w specjalnym zeszycie / kalendarzu / planerze (ja używam do tego planera). I już go więcej nie popełniaj. Jeśli korzystasz z lekcji na italki, to nauczyciele często lubią wypisywać poprawne formy w konwersacji na Skypie. Za każdą lekcję płacisz, chyba nie chcesz, aby trud, jaki włożyłaś w tę pół godziny / godzinę konwersacji i wydana kasa zostały wykorzystane tylko połowicznie? Jeśli nie masz samopiszącego pióra pod ręką, to zapisuj te zwroty samodzielnie. 8. SUPER ZWROTY Już uczniowie w szkole mają tę świadomość, że wiedza wiedzą, ale spryt na kartkówce się przydaje. I żeby było jasno: nikogo nie namawiam do ściągania, szczególnie że na egzaminie ustnym i tak nic nam to nie da. Ale na takim egzaminie ustnym spryt też może poratować, wystarczy, że poznasz trochę super zwrotów. Takimi bardzo przydatnymi strukturami są na przykład czasowniki modalne. Naucz się je odmieniać, a na jakiś czas możesz odetchnąć. Zamiast uczyć się “ja jem”, “on je”, “ja śpię”, “on śpi” – naucz się “ja chcę”, “on chce” i tylko dołączaj odpowiednie czasowniki w bezokoliczniku. Pewnie, że czasami będzie brzmiało to dziwnie, ale lepiej powiedzieć coś w połowie poprawnie, niż nie powiedzieć nic (to nie jest kartkówka). Lepiej zamówić cappuccino zamiast kawy z mlekiem czy w ogóle nie zamówić kawy? ☕ Rozmawiasz tylko po angielsku ze znajomymi? To na razie skup się na formie nieoficjalnej. Na formie oficjalnej skupisz się, kiedy będziesz jej potrzebować. Więcej na temat super zwrotów pisałam przy okazji artykuły o Bennym i jego metodach tutaj. 9. PAMIĘTNIK WDZIĘCZNOŚCI: CZYLI ĆWICZ PISANIE Jeśli myśl o prowadzeniu prawdziwego dziennika niczym Bridget Jones odrzuca Cię z takim impetem, że musisz nosić ochraniacze — olej końcu pamiętnik wdzięczności jest teraz dużo modniejszy. Jak to działa? Codziennie zapisujesz kilka rzeczy, za które jesteś danego dnia wdzięczna. Właśnie zjadłaś pyszny sernik? Zapisz to! Nie tylko poćwiczysz język, ale i zapiszesz miłe momenty, do których przyjemnie wracać. Jak to się ma do gramatyki? Przy pisaniu pełnych zdań masz okazję sprawdzić swoją wiedzę gramatyczną. No dobrze, ale jak to sprawdzę, że na pewno dobrze zapisałam?Nie każdy ma przecież pod ręką korektora. Ja też nie, ale mam… 10. WTYCZKI / STRONY DO KOREKTY TEKSTU … zawsze pod ręką link do strony z korektorem tekstu. I sprawdza mi się znakomicie. Słyszałaś o Grammarly? To chyba najbardziej rozreklamowana wtyczka do sprawdzania tekstów angielskojęzycznych. Można zainstalować ją za darmo w przeglądarce do poprawiania wszystkiego, co piszesz w internecie po angielsku: od mejli po Google Docsy. A wiesz, że można takie rozwiązanie znaleźć zupełnie za darmo dla większości języków? Ja niedawno wpadłam na ten pomysł, wcześniej radziłam sobie inaczej i — teraz wiem — że robiłam to naokoło. Pomysł do skorzystania z korektora tekstu wpadł mi w trakcie pisania jednego z artykułów na bloga. Zawsze każdy post na koniec przerzucam przez takiego korektora, żeby wychwycił te wszystkie przecinki i literówki, które mi umknęły. I wtedy mnie olśniło: skoro korzystam z takiego narzędzia do korekty tekstu po polsku, to czemu miałabym nie korzystać z niego na co dzień do nauki gramatyki? Aż zrobiło mi się głupio, że dopiero teraz na to wpadłam. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że wcześniej mój francuski nie wymagał aż tak wielkich poprawek, bo chodziło mi o to, żeby posługiwać się językiem. Teraz jestem na etapie, kiedy gramatyka nabiera sensu i znaczenia. Od jakiegoś czasu LanguageTool dba o moją gramatykę jak nikt dotąd. I robi to bez marudzenia i za darmo. PODSUMOWANIE Gramatyka nie musi być taka straszna, jak ją malują w szkołach. Mam nadzieję, że powyższe metody pomogą Ci nad nią zapanować. I to nie jest tak, że teraz musisz stosować je wszystkie. Podstawowa zasada: poznaj jak najwięcej metod, ale wybierz tylko te, które dla Ciebie mają sens i które działają w Twoim przypadku. I pamiętaj, że odpowiednie nastawienie to już połowa sukcesu. Jak się nastawisz, że się gramatyki nie nauczysz, to na pewno się jej nie nauczysz. Jak się nastawisz, że dasz radę, to już połowa sukcesu za Tobą. Z niektórymi gramatyka wygrywa walkowerem, bo nawet nie mają odwagi się z nią zmierzyć. Ty daj sobie szansę. Choćby żeby wypróbować te nowe gadżety 💪. CZAS PRZECZYTANIA TEKSTU: 10 minut(y) / READING TIME: 10 minutesKilka dni temu na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego rozpoczęła się sesja egzaminacyjna. To właściwy moment, aby poruszyć wstydliwy temat ściągania. 20 maja 2004 r. Jego Magnificencja Rektor UG wydał pismo okólne (2/R/04) w sprawie zjawiska nieuczciwości egzaminacyjnej. Przytaczam jego treść w całości: W interesie większości rzetelnie studiującej braci studenckiej, w celu poszanowania zasad uczciwej konkurencji i prestiżu Uczelni, wyrażam wolę podjęcia zdecydowanych działań zmierzających do wyeliminowania zjawiska ściągania na zaliczeniach i egzaminach. Nasza Uczelnia pragnie zapewniać studiującym jasne i uczciwe reguły egzaminacyjne. Zobowiązuję nauczycieli akademickich UG do odsunięcia od zdawania egzaminu bez dodatkowego ostrzeżenia studenta, który dopuszcza się jakiejkolwiek formy ściągania. Osoba naruszająca dobre obyczaje akademickie i osiągająca w sposób nieuczciwy korzyść, winna otrzymać ocenę niedostateczną z egzaminu (zaliczenia), z powiadomieniem dziekana macierzystego wydziału. Wyrażam przekonanie, że zjawisko ściągania nie jest powszechne, zaś nasza Uczelnia jako znaczący Uniwersytet w Polsce odcina się od wszelkich zjawisk nieuczciwości egzaminacyjnej. Zwracam się z apelem do wszystkich członków naszej społeczności akademickiej o współpracę w zakresie szeroko pojętej kontroli przebiegu egzaminów i zaliczeń. O ściąganiu w Radio Gdańsk – zapis AUDIO u dołu strony (od 18:45 min.) Jak widać, władze uczelni napiętnowały ściąganie, a nawet upoważniły nauczycieli akademickich do wdrożenia drastycznych środków represyjnych. Słuszność opinii o szkodliwości zjawiska nieuczciwości egzaminacyjnej – szczególnie na wydziale prawa – nie ulega najmniejszej wątpliwości. A jednak fakt, że istnieje ono od wieków i nadal występuje, skłania do zadania pytania o przyczyny. Drugą istotną kwestią jest problem profilaktyki nieuczciwości egzaminacyjnej. Milczy o niej pismo Pana Rektora, chociaż zapewne i w tym wypadku sprawdza się hipokratejska mądrość, że „lepiej zapobiegać niż leczyć”. Obu zagadnieniom – przyczyn i profilaktyki – poświęcę nieco uwagi w tym szkicu, licząc jak zwykle na głosy Czytelników. W USA nikt nie ściąga – prawda czy mit? Panuje przekonanie, że „w Ameryce nie ściągają”. Rzekomo tylko w naszej części świata ściąganie jest powszechne, a nawet postrzega się je w kategoriach życiowej zaradności. Niestety, w Ameryce i na zachodzie Europy studenci też ściągają, chociaż w Stanach proceder ten nie jest określany tak eufemistycznie jak u nas. Amerykańskie ściąganie to cheating, czyli po prostu oszustwo. Osobę ściągającą określa się jako cheatera, czyli właśnie oszusta, a jego czyn jako „niesportowy, brudny, niegodny, niehonorowy”. Jednoznaczność oceny samego procederu nie wpływa niestety znacząco na jego skalę. Przyjrzyjmy się wynikom amerykańskich badań, ponieważ przynajmniej część wniosków płynących z tamtejszych badań wydaje się wyjątkowo pasować do naszej rzeczywistości. 75% amerykańskich licealistów przyznała się do różnych form ściągania Dotychczasowa wiedza na ten temat prezentowała zjawisko ściągania jako stygmatyzowane i dotyczące głównie uczniów słabych. Typowy cheater bał się złapania i wstydliwie ukrywał swoje zachowanie z obawy przed potępieniem przez kolegów. Dzisiaj wszystko uległo zmianie. Ściągają nieomal wszyscy, a głównie najlepsi uczniowie, którzy mają nie tylko wiele do stracenia, ale także do zyskania w wyścigu o najlepsze stopnie. Konkurencja o miejsce na prestiżowych uczelniach osiągnęła rekordowe rozmiary. Stosunek do ściągania także się zmienił. Skoro ściągają nieomal wszyscy, w tym ci najlepsi – nie ma już mowy o stygmatyzacji. Badania przeprowadzone w 2005 r. przez Duke University wykazały, że ok. 75% amerykańskich licealistów przyznała się do różnych form ściągania. Kiedy pytanie objęło spisanie prac zadawanych do domu – odsetek sięgnął 90%!. D. Clark Pope z Uniwersytetu Yale, autorka książki o wiele mówiącym tytule Jak stworzyliśmy pokolenie zestresowanych, materialistycznych i niedouczonych studentów, twierdzi, że ok. 80% najlepszych uczniów oszukuje. Zjawisko to nie omija najbardziej prestiżowych uczelni. W roku akademickim 2012/13 Uniwersytetem Harvarda wstrząsnął skandal związany ze ściąganiem, który skłonił władze do wdrożenia specjalnych procedur dyscyplinarnych szeroko dyskutowanych, ale także krytykowanych. Zostaną one wprowadzone jesienią 2015 r. (szczegółowy opis i opinie harvardczyków za i przeciw opisano na łamach Harvard Magazine w maju 2014 r.). Najpopularniejsze w USA formy nieuczciwości studenckiej to: – przepisywanie od innego studenta (pracy domowej, odpowiedzi z testu etc.); – plagiat – składanie jako własnej pracy ściągniętej z internetu w całości lub w części, przepisywanie (również w wersji przetworzonej) cudzych tez/wniosków/opinii bez podania źródła i autora; – wysyłanie sms-em odpowiedzi na pytania osobie zdającej egzamin; – robienie zdjęcia testowi, aby upowszechnić go w trakcie lub po egzaminie (odpłatnie lub nieodpłatnie); – uzyskiwanie ww. testów od studentów starszych lat; – przemycanie na egzamin materiałów ukrytych w różny sposób, np. dopisanych czy doklejonych do dopuszczalnych pomocy (książek, kodeksów, tablic matematycznych itp.), również w formie elektronicznej – np. w pamięci kalkulatora. Studenci-sportowcy nie zawsze grają fair 65% studentów-sportowców oszukuje na egzaminach Amerykańskie badania wykazały także podwyższony odsetek ściągających studentów-sportowców. Chociaż ta grupa praktycznie nie występuje na polskich uczelniach, badania sportowców ujawniły interesujące zjawisko mające ogólniejszy charakter. Stypendia sportowe umożliwiają ukończenie studiów (nawet najlepszych uczelni) młodzieży uzdolnionej sportowo, z gorszymi wynikami w nauce, która z tego powodu nie miałaby szans na przyjęcie na studia lub do dobrej szkoły. Sportowcy muszą jednak utrzymać określone minimalne osiągnięcia pozasportowe (naukowe). Sport był zawsze uważany za kuźnię charakteru i zasad honorowej walki. Tymczasem aż 65% studentów-sportowców oszukuje na egzaminach. Szczegółowe badania wykazały, że nastawione na zwycięstwo „męskie” dyscypliny (football, koszykówka, hokej itp.) skłaniają do zachowań niesportowych. Zwycięstwo za wszelką cenę jest obecnie w cenie o wiele bardziej niż reguły fair-play. 37% studentów-sportowców przyznało, że trenerzy uczyli ich, jak udawać faul, 43% koszykarzy – że uczono ich, jak niezgodnie z przepisami popychać lub zatrzymywać przeciwnika w grze. Młodzi przyznają, że mają niewielkie skrupuły, oszukując, skoro zachęcają ich do tego dorośli. Lęk – lenistwo – wysoki kredyt studencki Ściąganie jest tak powszechne, że młodzież nie widzi w nim nic złego. To przygoda, wyzwanie, podniecające doświadczenie. Uniknięcie przyłapania uważa się za dodatkowy sukces. Młodzi ludzie tłumaczą, że oszukują ze względu na ogromną presję i konkurencję w ubieganiu się o przyjęcie do najlepszej uczelni, zwiększenie szans na jej ukończenie, a w efekcie zwiększenie szans na otrzymanie dobrej (dobrze płatnej) pracy. „Porażka to klęska” Presja rankingów, wymogów stawianych sobie i innym, ocena wartości oparta na wysokości zarobków, średniej ocen, prestiżu ukończonej szkoły popychają ludzi do zachowań dalekich od uczciwości. Istotne znaczenie ma także konieczność spłaty kredytu zaciągniętego na studia. Wysokość czesnego na najlepszych uczelniach prawniczych w USA przekracza dolarów rocznie (studia trwają trzy lata). Studenci podają również jako powody ściągania: – lęk przed oblaniem egzaminu i koniecznością przystąpienia do poprawki (szczególnie jeżeli jest odpłatna lub grozi wydaleniem ze studiów); – lęk przed negatywną oceną słabych wyników w nauce; – utratę korzyści z wysokiej średniej (zwolnienie z egzaminu, stypendium naukowe); – niemożność sprostania wymogom danego kierunku lub profesora, np. ilości materiału do opanowania; – lenistwo. Ilość wymagań i zadań stawianych przed uczniem powoduje, że już na poziomie szkół podstawowych i średnich powstaje praktyka „dywersyfikowania pracy”. Młodzież tworzy sieci znajomych w celu wymiany prac domowych lub ich współpisania. Przekonani (nierzadko słusznie) o niemożności samodzielnego sprostania wszystkim zleconym zadaniom dzielą się pracą, pomimo wyraźnego zastrzeżenia nauczyciela, że praca ma być samodzielna. 60% pytanych uczniów przyznało, że zrobiło tak więcej niż jeden raz, 36% nie uznało tego w ogóle za oszustwo czy ściąganie. Ogólnospołeczna presja sukcesu wzrasta na poziomie uniwersyteckim. Skoro liczy się końcowy wynik, nie ma miejsca na błąd. Porażka to klęska. Świadomość braku drugiej szansy doprowadza wielu studentów do desperacji. Ściąganie, opłacanie kolegów zdających testy w zastępstwie czy kupowanie gotowych prac semestralnych to już nie tylko wynik lenistwa lub niskich umiejętności tych najsłabszych, ale również efekt bezwzględnej rywalizacji wśród najlepszych i najbardziej ambitnych. Skrajnym przykładem jest student Wydziału Prawa Duke University, który stał się popularny po tym, jak opublikował w internecie pytanie z egzaminu z prawa konstytucyjnego z prośbą o pomoc w jego rozwiązaniu. Oceny ważne nie tylko na studiach W przypadku studiów prawniczych dodatkowych powodem jest znaczenie, jakie odgrywają oceny uzyskane na studiach. W. Chamberlain w tekście opublikowanym w National Law Journal zauważył, że oceny uzyskane przez studentów wydziałów prawa mają znaczenie nawet 10 lat po ich ukończeniu przy ubieganiu się o przyjęcie do prestiżowych kancelarii, na staże i studia podyplomowe. 45% studentów prawa oszukuje Studia prawnicze są bardzo kosztowne, a pożyczki studenckie trzeba zacząć spłacać już po 2 latach od ukończenia nauki. Kryzys ekonomiczny spowodował, że duże kancelarie oferujące wyższe zarobki zaczęły redukować zatrudnienie, oferując mniej miejsc pracy dla młodych absolwentów studiów prawniczych. W efekcie zawsze wysoka konkurencja stała się wyjątkowo zażarta, a minimalna nawet różnica w średniej ocen ze studiów lub w ocenie końcowej z prawa cywilnego, konstytucyjnego czy karnego może przesądzić o uzyskaniu upragnionej posady, a nawet o pracy w zawodzie. Presja na studentów prawa wrosła ogromnie, skłaniając wielu do bezpardonowej walki o oceny. Nawet jeżeli oceny ze studiów nie są nigdy głównym kryterium przyjęcia absolwenta do pracy w kancelarii prawniczej, często brane są pod uwagę jako kryterium uzupełniające podczas ostatecznej selekcji najlepszych kandydatów. Badania Duke University z 2006 r. przeprowadzone na 56 amerykańskich wydziałach prawa wykazały, że 45% studentów prawa oszukuje. Małym pocieszeniem jest fakt, że był to najmniejszy odsetek wśród studentów badanych wydziałów (oszukuje ok. 54% studentów kierunków inżynierskich i 48% kierunków nauczycielskich). Nie lepiej jest na studiach podyplomowych. Według różnych badań do oszukiwania przyznało się od 45% do 56% studentów MBA. Zmora testów wielokrotnego wyboru Kolejny problem to popularność testów, czyli sprawdzania wiedzy w formie zestawu pytań i gotowych odpowiedzi. Ich autorzy argumentują, że to najbardziej sprawiedliwa forma sprawdzenia wiedzy. Każdy otrzymuje takie same pytania, każdy jest oceniany wedle idealnie takich samych kryteriów. Nie dodają jednak, na co zwracają uwagę amerykańscy badacze, że testy można najłatwiej i najszybciej sprawdzić, więc chodzi często o ułatwienie sobie zadania przez nauczyciela. Przygotowanie odpowiednio dużej puli pytań pozwala na coroczne używanie nieomal tych samych testów (wystarczy zmienić kolejność lub dodać kilka procent nowych pytań). Poza tym, test zda łatwiej osoba, która umie to robić. Inni skazani są na porażkę, nawet jeżeli opanowali materiał. Testy są również krytykowane za odtwórczość oraz za błędy formalne i logiczne w pytaniach. Opracowanie testu prawidłowego z punktu widzenia logiki i zasad formalnych nie jest łatwe i wymaga odpowiednich umiejętności, które nie każdy wykładowca posiada. Zaliczenie testu wielokrotnego wyboru wymaga doskonałego opanowania materiału, ale także poznania poglądów egzaminatora. Młodzież, która kończy szkoły z autorskimi programami, przeżywa szok, kiedy okazuje się, że na studiach nie liczą się własne przemyślenia, oryginalne poglądy czy szeroka wiedza, ale umiejętność bezrefleksyjnego, pamięciowego opanowania określonej partii materiału. Wspomaganie używkami Testowe egzaminy generują kolejny problem: wzrost popularności używek i leków wspomagających proces uczenia się (wielogodzinnego „zakuwania” treści). Nagły i zaskakujący wzrost w USA młodzieży ze zdiagnozowanym syndromem problemów z koncentracją jest spowodowany głównie chęcią uzyskania przez uczniów i studentów łatwiejszego i legalnego dostępu do odpowiednich leków, które również zdrowej młodzieży pomagają w osiągnięciu lepszych wyników. „Oszukuj albo ciebie oszukają” Konkurencja ze wspomagającymi się farmakologicznie studentami wpływa na sięganie po leki przez innych studentów i tak powstaje spirala uzależnienia. Istnieje „czarny rynek” używek rozprowadzanych przez studentów i wśród studentów. Mocna kawa i papierosy jako jedyny doping stosowany kiedyś w czasie sesji egzaminacyjnej dawno zostały zdetronizowane przez środki farmakologiczne, które mogą być wstępem do uzależnienia i poważnych kłopotów zdrowotnych. Studenci przyznają, że typowa jest postawa „oszukuj albo ciebie oszukają„. Uczciwy student, który próbuje na własną rękę, bez używek i bez ściągania konkurować ze wskazaną wyżej sporą grupą młodych ludzi uciekających się do rozmaitych metod oszukiwania jest praktycznie skazany na porażkę. Zawsze wypadnie gorzej, co zwiększa tylko frustrację i skłania z czasem do złamania własnych zasad, żeby dołączyć do większości. Złe wzory i zwodnicza technologia 30% prac wykazuje podwyższony odsetek skopiowanego tekstu Technologia: internet, elektroniczne gadżety, miniaturyzacja wspomaga oszukiwanie. Amerykańskie badania z 2009 r. wykazały, że ok. 35% uczniów użyła do ściągania telefonów komórkowych, a 52% – internetu. Łatwość dostępu do informacji z użyciem coraz trudniej wykrywalnych narzędzi zwiększa szanse na bezkarne oszustwo. Firmy obsługujące programy antyplagiatowe szacują, że ok. 30% testowanych prac wykazuje podwyższony odsetek skopiowanego tekstu. Kolejnym z wymienianych przez amerykańskich badaczy powodów oszukiwania przez młodzież jest negatywny wzór płynący ze świata dorosłych. Chodzi tutaj zarówno o bombardowanie przez media wiadomościami o kolejnych oszustwach i aferach, jak i o pozytywny wizerunek zaradnego i wzbudzającego sympatię oszusta czy złodzieja w popularnych filmach i serialach. Typ wiernego zasadom, ciężko pracującego na sukces, uczciwego bohatera z trudem przebija się na ekrany kin i telewizorów. Typ wiernego zasadom, ciężko pracującego na sukces, uczciwego bohatera z trudem przebija się na ekrany kin i telewizorów Jeden z głównych bohaterów bijącego rekordy popularności serialu prawniczego „Suits”, trzydziestokilkuletni Mike Ross jest oszustem. Wykonuje z powodzeniem zawód prawnika bez ukończonych studiów i egzaminu adwokackiego. Lista jego oszustw jest długa. Przed przyjęciem do pracy w jednej z najlepszych kancelarii w Nowym Jorku dorabiał, zdając za innych egzaminy wstępne i semestralne na studiach prawniczych. Wcześniej został wyrzucony z college’u za sprzedaż pytań egzaminacyjnych. Nie ściągają czy… nie łapią na ściąganiu? Wykrywalność oszustów jest niewiarygodnie niska. Amerykanie szacują, że tylko ok. 2% studentów zostaje złapanych na ściąganiu lub innych formach oszukiwania – stąd przekonanie, że „w USA nie ściągają”. Jedynie połowa z nich zostaje ukarana (na Uniwersytecie Harvarda ok. 5% wykrytych przypadków). Tylko 2% studentów zostaje złapana na ściąganiu Nowym zjawiskiem w USA są procesy wytaczane przez rodziców szkołom i nauczycielom, którzy wykryli oszustwo i ukarali studenta (sic!). Obawa przed wysokimi odszkodowaniami skłania wielu nauczycieli i szkoły do przymykania oczu. Niż demograficzny i kryzys szkolnictwa skłonił wiele gorszych szkół do liberalizacji wymogów stawianych przed studentami również w zakresie uczciwości egzaminacyjnej. Część szkół stosuje zapobiegawczo wymóg podpisania stosownego oświadczenia rodziców dotyczącego potępienia zjawiska nieuczciwości egzaminacyjnej. Warto dodać, że obok sytuacji przymykania oczu na oszustwa zdarzają się także przypadki, w których szkoła reaguje „nadgorliwie” (jedną z takich głośnych spraw, które miały finał sądowy, opisuje artykuł z września 2014 r. na portalu J. Patrice, Cheating Scandal Embroils Law School In Federal Lawsuit). Jak zapobiegać ściąganiu? Jak widać, wiele zależy od wykładowców. Chociaż nie można zupełnie uwolnić studentów od odpowiedzialności, to wykładowcy odpowiadają w dużej mierze za masowe zjawisko ściągania i w efekcie za spadek jakości wykształcenia. Warto wziąć sobie do serca wyniki amerykańskich badań. Tylko współpraca studentów i wykładowców może doprowadzić do odczuwalnego polepszenia sytuacji. Powinno na tym zależeć obu stronom. Jak walczyć ze ściąganiem? Jakie środki proponują Amerykanie? Okazuje się, że jest ich całkiem sporo, a do tego prawie nic nie kosztują. Na pewno bez zbiorowego wysiłku opisane tendencje utrzymają się, a nawet będą się nasilać. Oto przykładowe metody zapobiegania nieuczciwości egzaminacyjnej: – nie stosować tych samych testów na kolejnych egzaminach (na poprawkach, w kolejnych latach); – stosować wiele różnych wersji tego samego testu na jednym egzaminie; – nie ograniczać egzaminu tylko do testu gotowych odpowiedzi; stosować kombinowane sprawdziany i egzaminy – esej, test otwarty, test zamknięty (ewentualnie: uzależniać ocenę końcową od kilku prac różnego typu); – odseparować studentów w taki sposób, aby nie mogli współpracować, widzieć własnych testów; – zakazać posiadania przy sobie jakichkolwiek gadżetów elektronicznych: telefonów, smartfonów, tabletów, słuchawek itd.; – nagrywać kamerą egzamin w celu odtworzenia zapisu; – wyraźnie zapowiadać przed egzaminem, jakie konsekwencje czekają osobę złapaną, wyraźnie potępiać zjawisko oszustwa; – stosować surowe sankcje dla ściągających i oszukujących; – zawrzeć w każdym formularzu egzaminacyjnym oświadczenie studenta, że nie będzie oszukiwał/ściągał, pod rygorem odpowiedniej sankcji, podpisywanego przed przystąpieniem do egzaminu/sprawdzianu; – opracować w ramach szkoły/wydziału zestaw zasad uczciwego postępowania, który byłby tworzony z udziałem zarówno studentów, jak i wykładowców, aby czuli się dodatkowo zobowiązani do jego przestrzegania. Korzystałem z następujących źródeł: – K. D. Butterfield, D. L. McCabe, L. Klebe Trevino, Academic Dishonesty in Graduate Business Programs: Prevalence, Causes, and Proposed Action, „Academy of Management Learning & Education, 2006, Vol. 5, No. 3”, – D. Callahan, Cheating by Law School Students, – D. Clark Pope, Doing School: How We Are Creating a Generation of Stressed-Out, Materialistic and Miseducated Students, New Haven – London 2001. – R. McMahon, Everybody Does It, „San Francisco Gate”, – Cheating at School, – E Sachar, MBA Students Cheat More Than Other Grad Students, Study Finds, Bloomberg, Dziękuję JL za wskazówki redakcyjne.

gadżety do ściągania na egzaminie