5.8 พัน views, 7 likes, 0 loves, 2 comments, 2 shares, Facebook Watch Videos from Newsweek Polska: "Od momentu, kiedy wybuchła pandemia, to myśli o przemijaniu wysunęły się na pierwszy plan. Kapela założona w 1981 w Gliwicach. Skład: Jerzy Mercik-voc, Dariusz Dusza-git, Wojciech Jaczyszko-bas, Marek Czapelski-dr. W 1983 dołączył Jacek Szafir-voc, Aktorka bardzo przeżyła śmierć męża SZCZEGÓŁY Kiedy Putin stał się potworem? 😬 "Był słaby, ale gdy ktoś atakował, wpadał w szał" "Był Niektórzy badacze uważają, że to, co opisuje pacjentka, jest zjawiskiem normalnym, a takie przeżycie niekoniecznie oznacza, że dana osoba widziała niebo, piekło lub życie po śmierci. Zjawisko śmierci klinicznej jest dość trudnym do wyjaśnienia fenomenem, który często spędza sen z oczu współczesnej medycynie. 18-latka przeżyła śmierć kliniczną. Niesamowite, co widziała i czuła. Pewna Amerykanka była przez 7 minut w stanie śmierci klinicznej. Kassi Hogann opowiedziała o swoich doświadczeniach w filmiku, który opublikowała w mediach społecznościowych. Wszystko miało być efektem "głupiej decyzji" z młodości. Psychiatra dr Bruce Greyson przyglądał się zjawisku NDE (ang. near-death experience) przez blisko 50 lat, rozmawiając z ludźmi, którzy przeżyli śmierć kliniczną oraz obserwując tych, którzy umierali. Psychiatra w trakcie swoich obserwacji odkrył, że większość osób, która zbliża się do śmierci, odczuwa tzw. "pogoń myśli Irmina przeżyła wypadek czołowy, po kilku dniach lekarze powiedzieli rodzinie, że będzie już umierać. Wtedy wyszła z ciała i zobaczyła ciemną krainę czyściec i drogi do piekeł. Następnie przyszedł Jezus i zabrał ją do pięknej krainy światła. Irmina dokładnie opisuje co widziała. tuPj5. Zapytałam spowiednika, czy powinnam o tym wszystkim mówić ludziom. Odpowiedział: „tak, powinnaś mówić jakie dobro, czyli niebo nas czeka, gdy będziemy wierni Bogu”. Oto mocne i wymowne świadectwo naszej Czytelniczki Gieni, (na stronie pisze pod nickiem „Zinka”), która przeszła śmierć kliniczną i spotkała się z Panem Jezusem. Gienia jest osobą chorą, ale wierzy, że Pan Jezus już ją uzdrawia. Jest rozmodlona, dużo czyta Pismo Święte, uwielbia Boga i bardzo kocha Pana Jezusa. Lubi dzielić się Bogiem, rozmawiać o Nim i przyznawać się do Niego publicznie. Przy tym jak mówi: „jestem cholerykiem i zdarza się, że wybucham, codziennie miałabym się z czego spowiadać, muszę walczyć z niecierpliwością. Jestem wielkim grzesznikiem.” A mimo wszystko Pan Jezus inaczej patrzy na człowieka, niż my, bo patrzy na serce. Zapraszam – przeczytajcie cierpliwie i sami wyciągnijcie wnioski. ŚWIADECTWO GIENI – ŚMIERĆ KLINICZNA W 2013 roku po przebytej kolejnej reoperacji kręgosłupa lędźwiowego, druga i trzecia operacja tydzień po tygodniu, trzy operacje w pół roku. Niewyobrażalny ból, nie pomagały silne środki przeciwbólowe i sterydy w kroplówkach. W święto Matki Bożej Anielskiej zaczęłam rehabilitację. Wbrew zaleceniom lekarskim posadzono mnie na wózku inwalidzkim przed zrobieniem EKG – trwało to 1,5 h, był piątek. Wróciłam na salę, czułam, że serce wali mi jak chce, skuliłam się i powoli umilkły głosy z sali, a ja znalazłam się w jasnym tunelu. Pierwsze osoby, które zauważyłam to były czarne postacie w kapturach, szły do mnie, aby mnie przestraszyć. Przed operacjami byłam u Spowiedzi świętej i przyjęłam sakrament Namaszczenia Chorych. W tym czasie odmawiałam egzorcyzm „Święty Michale Archaniele”, był on niezwykle skuteczny, złe duchy uciekały w popłochu. Potem znalazłam się w moim domu rodzinnym, znajdującym się od szpitala ponad 160 km, zobaczyłam męża siedzącego w fotelu, w ogromnym bólu i rozpaczy. Zrobiło mi się go żal, bo wcześniej był u mnie i nie pokazywał mi żadnych emocji, ale cały czas mnie wspierał i dodawał otuchy. Jego postać była we mgle. Za chwilę też we mgle, zobaczyłam męża, jak rozmawia z moją siostrą. Był załamany, siostra go pocieszała, powtórzyłam im później przebieg tej rozmowy. Oboje przytaknęli, że taka rozmowa się odbyła. Widziałam potem też we mgle, siostrę mojego męża, jak rozmawia ze swym bratem i bratem mojego męża. Niezbyt pochlebnie się o mnie wyrażała i o tej całej sytuacji. Wręcz krzyczała zbulwersowana do telefonu. Też później powtórzyłam jej tę rozmowę, w odpowiedzi zaczerwieniła się. Nie miałam wpływu na to co widzę i słyszę. Najbardziej chciałam zobaczyć swoje dzieci, ale ich nie widziałam. Znów znalazłam się w tym tunelu i znów na spotkanie wyszły mi złowrogie, czarne postacie w kapturach. Odmawiałam egzorcyzm i one uciekały. Cały czas się modliłam i wzywałam Boga Ojca, Pana Jezusa i Matkę Najświętszą na pomoc. Wtem weszłam do ciemnego pomieszczenia, usłyszałam czyjeś kroki i usłyszałam głos mojego zmarłego brata, który popełnił samobójstwo pod wpływem alkoholu, miał do tego słabość. Dzięki Bogu kilka dni wcześniej odbył spowiedź i przyjął Komunię św. Mój brat był dobrym chłopakiem, ja osobiście wiele mu zawdzięczam. Odezwał się: „witaj Gieniu”, odpowiedziałam: „to już 28 lat, jak umarłeś, bardzo mi ciebie brakuje”. Brat odrzekł: „Ale ja wiem, co się u ciebie działo przez te wszystkie lata, że wyszłaś za mąż i masz dwójkę dzieci”. Jeszcze chwilkę realnie porozmawialiśmy, gdy nagle brat zadał mi pytanie: „czy przechodzisz na drugą stronę?”, pomyślałam wtedy o swojej rodzinie. Ale brat uprzedził moją odpowiedź i powiedział ze smutkiem, „jednak chcesz wrócić do męża i dzieci”. Odpowiedziałam: „tak”, czułam jak odchodzi smutny. Gdy ze mną rozmawiał w ogóle się go nie bałam. Wyszłam z tego czarnego miejsca i wciąż byłam w tym jasnym tunelu, nadal się modliłam i odmawiałam koronkę do Bożego Miłosierdzia. Weszłam tym razem do bardzo jasnego pomieszczenia, które było przedzielone szybą od sufitu do podłogi. Podeszłam zaciekawiona i za tą szybą zobaczyłam piękny ogród, pełen kwitnących kwiatów i krzewów. Tuż przy szybie zobaczyłam zmarłą 10 lat temu na raka głowy – przyjaciółkę. Byłam u niej na pogrzebie, miała zdeformowaną twarz po operacjach, lecz tu zobaczyłam ją taką jak była zdrowa. Była piękna, ubrana w białą, bufiastą sukienkę. We włosach, które miała spięte był przyczepiony z boku kwiat. Uśmiechała się do mnie, pomachała dłonią, poczułam się raźniej. Ale nadal wzywałam Boga i Panienkę Przenajświętszą. Wtem usłyszałam kołatanie kołatek, jak w czasie Triduum Paschalnego. Zobaczyłam zbliżającą się do mnie, jakby figurę Matki Bożej. Zatrzymała się tuż nade mną, ale była za szybą. Ubrana była w czerwoną sukienkę i niebieski płaszcz. Upadłam na kolana i schyliłam głowę, nie czułam się godna, aby na Nią patrzeć. Powiedziałam: „dziękuję Ci Mateczko Przenajświętsza, że odpowiedziałaś na moje wołanie i modlitwy. I teraz do mnie przyszłaś, zobacz o Pani w jakiej jestem sytuacji, konam z bólu. Błądzę w tym tunelu i do tego cały czas atakuję mnie złe duchy. Błagam pomóż mi Mateczko”. Nagle znów usłyszałam odgłos kołatania i zobaczyłam jak Maryja oddala się ode mnie. Zrozpaczona krzyknęłam: „Mateczko Przenajświętsza nie zostawiaj mnie tu samą”. Spojrzałam w lewo i zobaczyłam niedaleko mnie św. O. Pio, byłam zdziwiona jego obecnością, gdyż go nie wzywałam. Jestem pewna, że zesłała mi go Maryja. Od razu podbiegłam do niego i zaczęłam mówić: „św. o. Pio, ty tak bardzo cierpiałeś, miałeś stygmaty ran Pana Jezusa, ból był nieodłącznym towarzyszem twego życia, wiem, bo czytałam o tobie książkę. Ja teraz też bardzo cierpię, wiem, że mnie rozumiesz, do tego ciągle atakują mnie złe duchy. Pomóż mi, ochroń mnie przed nimi – i zaznaczyłam – błagam cię tylko mnie nie opuszczaj”. O. Pio nic nie odpowiedział, ale wyciągnął do mnie swoją prawą rękę, w której miał różaniec. Zrozumiałam, że mam go odmawiać. Tak też zrobiłam. Nie mając ze sobą różańca w tym tunelu, odmawiałam go z chórami anielskimi. Jest to taka metoda odmawiania różańca, której nauczyły mnie siostry zakonne. Chodziliśmy w tym tunelu i modliliśmy się, każdy z osobna. A gdy tylko pojawiły się złe duchy, zakonnik wychodził do przodu, machał kilka razy wyciągniętą prawą ręką, w której trzymał różaniec. A one szybko uciekały i od tej chwili przestałam się już bać. W sobotę rano ocucono mnie i zapytano, „czy chcę przyjąć Komunię św., bo przyszedł kapłan?”. Łzy płynęły mi po policzkach, przyjęłam Pana Jezusa. Poczułam się umocniona duchowo. Znów znalazłam się w tym tunelu, gdzie cały czas od piątku wieczorem, aż do nocy z soboty na niedzielę był ze mną św. o. Pio. Zaprowadził mnie do pewnego wejścia w formie łuku i w tym momencie zniknął. I z tego wejścia wyszedł Pan Jezus, wyglądał tak jak na zdjęciu, które zrobił Mu brat Elia i tak samo był ubrany. Chrystus uśmiechnął się szeroko i objął mnie ramieniem, lekko dociskając, jakby na przywitanie. Nie czułam już zupełnie bólu i na widok naszego Pana od razu o nim zapomniałam. Można to przyrównać do bólu rodzenia, matka czuje ból, ale gdy się rodzi dzieciątko, ze szczęścia od razu o tym bólu zapomina. Nasz Pan mówił do mnie łagodnym głosem, cały czas żartując, czym mnie bardzo rozśmieszał. Szkoda, że nie pamiętam teraz o czym rozmawialiśmy. Oboje śmialiśmy się. Stwierdzam, że nasz Pan ma ogromne poczucie humoru. Pan Jezus prowadził mnie objętą Jego ramieniem, szybko i żwawo. Jest On bardzo energiczny, a przy tym naturalny. Byłam bardzo szczęśliwa, radosna i uśmiechnięta. Nie czułam dystansu, że On jest Bogiem, a ja nędznym i grzesznym prochem. Rozmawialiśmy jak dwoje przyjaciół. Chrystus zaprowadził mnie do dużego pomieszczenia, gdzie widziałam ściany, ale nie było w nim mebli. Tylko z mojej lewej strony, na stojaku stało duże lustro. Pan Jezus powiedział, abym przed nim stanęła. I do aniołów – dwóch lub trzech, którzy się tam pojawili powiedział: „przynieście tę białą szatę”. W krótkim czasie jeden z tych aniołów przyniósł wiszącą na wieszaku białą sukienkę. Nasz Pan powiedział do mnie: „przymierz ją”. Obejrzałam się w lewo, szukając jakiejś przymierzalni, gdy nagle zauważyłam, że ja już jestem przebrana. Sukienka była biała bez ozdób, z długimi rękawami i sięgała mi do kostek. Krzyknęłam zachwycona: „Panie Jezu ona na mnie idealnie pasuje”. A nasz Pan się uśmiechnął i odrzekł: „ona została uszyta na miarę” i dodał: „przyjrzyj się sobie uważnie cała”. Dopiero spojrzałam na swą twarz, długo się przyglądałam i znów wykrzyknęłam: „Panie Jezu to ja?” On się uśmiechnął i odpowiedział: „oczywiście, że ty”. Nie mogłam siebie rozpoznać, byłam dużo młodsza, niż moje wtedy 45 lat. Nie miałam żadnych zmarszczek, blizn na twarzy. Z przodu miałam pięknie spięte, do góry blond włosy, z tyłu zaś były rozpuszczone, sięgały prawie do pasa, a boki były upięte spinkami, które się bardzo mieniły. Dla mnie było to wtedy oczywiste, że to diamenty, więc nie zapytałam się o to Pana Jezusa. Wyglądałam naprawdę prześlicznie, o wiele lepiej niż w dzień ślubu. Nagle nasz Pan mnie zawołał i pamiętam, że wtedy poczułam ukłucie bólu w sercu i pomyślałam, „a jednak umarłam, co z moimi dziećmi? (syn jest autystyczny) Co z mężem?” Ale zaraz przyszła następna myśl: „trudno, nie mam na to wpływu, widać taka wola Boża, muszę się z nią pogodzić, przecież codziennie o jej wypełnienie się modlę”. Znów Pan Jezus objął mnie ramieniem i zaprowadził mnie do nie dużego pomieszczenia, gdzie panował półmrok. Zobaczyłam tam leżącą na katafalku, bez trumny, moją znajomą, która kilka dni wcześniej umarła i modliłam się za nią, od razu ją rozpoznałam. Chrystus stanął naprzeciwko niej, a ja stanęłam obok. Nasz Pan zapytał się mnie: „czy ją oświecić?” Zrozumiałam, że nasz Bóg pyta mnie, „czy ją zbawić?” Wiedziałam, że ona rzadko chodziła do kościoła, ale po tym co się później stało wierzę, że zdążyła pojednać się z Bogiem przed śmiercią. Od razu zaczęłam prosić Pana Jezusa: „błagam Cię Panie, zbaw ją, ona była bardzo dobrą kobietą, pomagała córce w wychowywaniu dzieci”. Nie musiałam dłużej prosić. Zobaczyłam, jak nasz Pan podnosi prawą rękę i szeroka smuga światła oświeciła tę kobietę całą. Zaraz ona wstała uśmiechnięta i w tej jasności przeszła obok nas. Ja zaś znalazłam się gdzieś w szerokiej przestrzeni, gdzie było bardzo dużo ludzi ubranych na biało. Oni wszyscy zaczęli do mnie podchodzić dookoła i witać się ze mną. Obejmowali mnie ramieniem i lekko przyciskali. Czułam się zawstydzona tą całą sytuacją. Gdy wszyscy się ze mną przywitali, zobaczyłam tworzącą się procesję, chorągwie, kapłana w stroju liturgicznym. Zapytałam się jednej z tych osób: „co teraz będzie?” Usłyszałam odpowiedź: „Idziemy z orszakiem do nieba”. Wtem zobaczyłam, jak przed moimi oczami, odsuwa się bardzo powoli kotara, taka jaka jest na scenie teatralnej i powoli zaczął się wyłaniać zza niej las. Od razu usłyszałam śpiew ptaków, szum wiatru i co najważniejsze czułam zapach tego lasu. Była to dla mnie bardzo miła niespodzianka, bo miałam ogromne pragnienie, o którym nikomu nie mówiłam – poczuć zapach lasu i go zobaczyć. Byłam przeszczęśliwa. Nagle kotara się zasłoniła i został tylko Pan Jezus i ja oraz anioł, który stał z boku. Pan Jezus powiedział – „twoją szatę zabieramy, już widziałaś jak wyglądasz. Zabieramy ją na przechowanie, ona na ciebie poczeka, a teraz musisz wrócić do męża i dzieci, bo oni ciebie potrzebują”. I w jednej chwili zobaczyłam, jak anioł trzymał powieszoną na wieszaku moją sukienkę wraz z nałożonym na nią workiem foliowym. Spojrzałam na siebie, już byłam ubrana normalnie, w dresach. Pamiętam, że złapałam się za włosy, już nie było tej pięknej fryzury, tylko jak wcześniej, miałam je spięte w koński ogon. Jak bardzo nie chciałam wracać. Czułam intuicyjnie, że może wrócić ból, więc podbiegłam do Pana Jezusa i zaczęłam Go prosić, aby mnie uzdrowił. Chrystus odpowiedział: „bądź cierpliwa”. Zaczęłam spadać w dół, ale ja znów wróciłam do Niego, błagając o uzdrowienie. Nasz Pan znów mi odpowiedział: „bądź cierpliwa”. Znowu zaczęłam spadać w dół i nie wiem jakim cudem wróciłam do naszego Pana trzeci raz. I wtedy w akcie rozpaczy, upadłam przed Nim na kolana, cały czas prosząc o uzdrowienie. Pan Jezus podniósł mnie z kolan i stanowczo mi oznajmił: „powiedziałem ci, bądź cierpliwa”. Uśmiechnął się i zażartował: „ach te kobiety”. Gdy spadałam w dół usłyszałam głos Pana Jezusa: „do tego cierpienia byłaś przygotowywana przez całe twe życie”. Zapytałam: „Panie, czy miałam wykonać jakieś zadanie?” Chrystus odpowiedział: „tak”. Zapytałam: „jak wypadłam?” Usłyszałam: „jesteś dzielna, mój Ojciec jest z ciebie zadowolony”. Nagle poczułam ból w organizmie, ale już nie taki jak wcześniej. Pomyślałam: „żyję”. Było to wczesnym rankiem w niedzielę. Jakże byłam szczęśliwa, że Pan Jezus mnie pochwalił, bo w szpitalu prawie przez wszystkich byłam uważana za nawiedzoną, bo codziennie czytałam Biblię, odmawiałam różaniec, przychodził do mnie ksiądz z Komunią św., słuchałam Mszy Św. A także w czasie naszych rozmów z pacjentami broniłam kapłanów. Miałam też objawy nieadekwatne, jak inni po operacjach. Zaraz po kilku miesiącach od pobytu w szpitalu, gdy zrobiono mi badania, okazało się, że to była przewlekła borelioza, na którą potem leczyłam się ok. dwa lata. Tak łatwo innym było mnie osądzać, że się użalam nad sobą, wyolbrzymiam ból itp. Byłam poddawana nieustannym przeciągom, powodowały one u mnie dodatkowe cierpienia. Czułam się też niezrozumiana, wyśmiana, a nawet wyszydzona. Oczywiście przebaczyłam wszystkim modląc się o ich nawrócenie i zbawienie. Dłuższy czas się zastanawiałam czym było, to co widziałam? Miałam myśli, że mogło to być jakieś przedstawienie diabelskie, ułuda. Postanowiłam, że zapytam się spowiednika, lecz gdy poszłam do spowiedzi, było do niej wiele ludzi, a ja też nie byłam w stanie długo klęczeć. Postanowiłam, że jako osoba chora, wezwę księdza do domu. I nie wiem dlaczego sprzeciwił się temu mój mąż. Patowa sytuacja. Jakież było moje zdumienie, kiedy w pierwszą sobotę miesiąca, ujrzałam księdza w drzwiach. Ucieszyłam się, że mąż go jednak wezwał, więc korzystając z sytuacji, wyspowiadałam się i opowiedziałam księdzu szczegółowo to wszystko co widziałam i słyszałam. Spowiednik mi odpowiedział: „to co przeżyłaś jest rodzajem śmierci klinicznej, to na pewno nie była ułuda, a tym bardziej przedstawienie diabelskie, bo diabeł nie kazałby ci odmawiać różańca, tak, jak kazał ci św. O. Pio i w ogóle razem się modlić”. I mówił dalej: „swego brata nie widziałaś, bo on jest w czyśćcu. Przyjaciółka w ogrodzie pełnym kwiatów jest w niebie, ale ty tam jeszcze nie byłaś. (Oddzielała nas szyba). A zbawiając twoją znajomą, Bóg spektakularnie odpowiedział na twoją modlitwę za jej duszę. Miałaś iść do nieba, ale Bóg dla jakiegoś celu zostawił cię na tym świecie”. Zapytałam spowiednika, czy powinnam o tym wszystkim mówić ludziom. Odpowiedział: „tak, powinnaś mówić jakie dobro, czyli niebo nas czeka, gdy będziemy wierni Bogu”. Po wyjściu księdza, który zostawił mi wizytówkę, podziękowałam mężowi, że go wezwał. Mąż był bardzo zdziwiony, stanowczo twierdził, że nie wzywał kapłana. Zadzwoniłam szybko na komórkę księdza, domyślając się, że przyszedł do mnie przez pomyłkę. A ten zdziwiony odpowiedział: „ale przecież GPS mnie do pani zaprowadził”. I szybko się wyjaśniło, że wezwano go do innej chorej, u której ostatecznie był również tego dnia. Wiem, że w życiu nie ma przypadków, że to Pan Jezus przysłał tego księdza do mnie, aby odpowiedział mi na wszystkie pytania i dzięki temu odzyskałam spokój duszy. Chwała Panu Jezusowi. Z Panem Bogiem – Gienia Niech to świadectwo będzie umocnieniem dla naszej wiary i napełni nas ogromną nadzieją. Fot: zakrevski / Śmierć kliniczna jest stanem, w którym organizm ludzki nie daje żadnych oznak życia. Oznacza zatrzymanie akcji serca, krążenia i oddychania przy zachowanej aktywności elektrofizjologicznej mózgu. Zabiegi reanimacyjne mogą przywrócić funkcje życiowe. Podczas śmierci klinicznej utrzymuje się aktywność elektryczna mózgu, co może tłumaczyć doświadczania osób, które przeżyły ten stan. W przypadku śmierci biologicznej aktywność mózgu zanika. Śmierć kliniczna – co to jest? Śmierć kliniczna występuje zawsze w kolejno zachodzących po sobie procesach. Zazwyczaj przechodzi w biologiczną, ale w niektórych przypadkach można jeszcze przywrócić funkcje życiowe. W trakcie śmierci klinicznej występuje aktywność mózgu, którą można stwierdzić za pomocą badania EEG. Pierwszym etapem jest agonia, w trakcie której dochodzi do upośledzenie czynności układu oddechowego i krążenia oraz ośrodkowego układu nerwowego. Agonię dzielimy na trzy fazy: życie cząstkowe (vita reducta), życie minimalne (vita minima) oraz letarg. Ostatnia faza nazywana jest też śmiercią pozorną, w trakcie której funkcje krążeniowo-oddechowe są utrzymane na minimalnym poziomie, nieoznaczalnym dla lekarza. Stan śmierci klinicznej jest drugim etapem (zachodzącym po agonii) – krążenie i oddychanie nie występują, obserwowalne jest zwiotczenie, brak odruchów na bodźce i bladość. Można natomiast zaobserwować aktywność mózgu, a w komórkach organizmu nadal będą zachodzić procesy metaboliczne, aż ciało nie wyczerpie wszystkich dostępnych zasobów energii. Dochodzi wówczas do rozwoju trzeciego etapu śmierci, czyli życia pośredniego (vita intermedia), nazywanego też życiem tkankowym (organizm nie funkcjonuje, ale poszczególne komórki wciąż są żywe), który oznacza jednocześnie rozwinięcie się czwartego - ostatniego etapu śmierci, czyli śmierci biologicznej. Śmierć kliniczna – objawy Na skutek zatrzymania krążenia i funkcji oddychania, tlen nie dopływa do układu nerwowego, który jest bardzo wrażliwy na jego niedobory. Już po upływie od 3 do 5 minut zaczynają obumierać komórki kory mózgowej. Szybkie przywrócenie krążenia w stanie śmierci klinicznej daje szansę całkowitego powrotu do zdrowia, bez nieodwracalnych uszkodzeń mózgu. Przyjmuje się, że przywrócenie funkcji życiowych możliwe jest jedynie w czasie pierwszych 4 minut śmierci klinicznej (jeżeli nie były prowadzone czynności reanimacyjne). Wyjątek stanowi hipotermia – jeżeli osoba w stanie śmierci klinicznej jest również w stanie hipotermii, wówczas czas przywrócenia funkcji życiowych wydłuża się niekiedy nawet do kilkunastu minut (w zależności od temperatury głębokiej ciała). Sytuacja taka jest możliwa, ponieważ u osób w hipotermii dochodzi do zwolnienia metabolizmu organizmu. Śmierć kliniczna a reanimacja i przywrócenie funkcji życiowych Po upływie czasu uznanego za możliwy do przywrócenia funkcji życiowych bez nieodwracalnych następstw dochodzi do częściowego lub całkowitego obumarcia mózgowia. Jeżeli funkcje życiowe zostaną przywrócone po 4 minutach śmierci klinicznej, wysoce prawdopodobne są trwałe uszkodzenia mózgu i tzw. stan wegetatywny (PVS – ang. persistent vegetative state) poszkodowanej osoby. Nie jest on jednak tożsamy ze śmiercią mózgu. Zobacz także: Co to nerwica wegetatywna - przyczyny, objawy, leczenie i rozpoznanie Zgon, czyli śmierć biologiczna, definitywna, może zostać stwierdzona tylko w przypadku śmierci pnia mózgu. Historie ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną Nie każda osoba, która przeżyła stan śmierci klinicznej, opisuje czego wówczas doświadczyła i doznała. Jednak relacje wielu ludzi są bardzo podobne, stąd też często o śmierci klinicznej mówi się w kategoriach „doświadczania śmierci” (NDE – ang. near death experience). Często opowiadają oni o szeregu doświadczanych doznań, z których najczęściej powtarzają się: słyszenie głosów osób zgromadzonych przy umierającej osobie, słyszenie głosu lekarza, który orzeka zgon, słyszenie krótkiego dźwięku porównywanego do brzęczenia bądź buczenia, doświadczenie przebywania poza ciałem. W opisach często pojawiają się relacje ze spotkań ze zmarłymi członkami rodziny, a także spotkanie z istotą, która jest różnie określana w zależności od religii, ale opisywana jako świetlista i „wyższa” od człowieka. Będące w stanie śmierci klinicznej osoby doświadczają też panoramicznego przeglądu swojego życia, ale towarzyszy im błogie uczucie spokoju – nie boją się śmierci, nie odczuwają żadnego bólu ani negatywnych emocji. W relacjach pojawia się także doświadczenie konieczności powrotu do życia, czasem pojawiają się również głosy oznajmiające, że jeszcze nie czas na śmierć. Osoby, które doświadczyły śmierci klinicznej, po przebudzeniu często nie potrafią jej opisać słowami, ponieważ doznania były tak intensywne. Zdarza się również, że nie chcą mówić o swoim doświadczeniu z obawy przed wyśmianiem. Zobacz także: Apoptoza i nekroza, czyli śmierć komórek w organizmie O ile sceptycy określają te relacje mianem halucynacji, o tyle nie czyni tego nauka, ponieważ przeżycia pokrywają się niezależnie od miejsca zamieszkania, wieku i rasy doświadczających ich osób. Zdaniem naukowców doznania śmierci klinicznej są skutkiem zaburzeń w prawidłowym funkcjonowaniu mózgu na skutek niedotlenienia, zatrucia i zaburzenia poziomu neuroprzekaźników. Zobacz film: Co wiesz o mózgu? Budowa mózgu. Źródło: 36,6 Pani Genowefa ciężko chorowała i w 2013 roku przeżyła śmierć kliniczną, widziała niebo i czyściec oraz szatana z piekła, spotkała Maryję, Jezusa, Św. Ojca Pio i bliskich zmarłych znajomych. W 2013 roku po przebytej kolejnej reoperacji kręgosłupa lędźwiowego, druga i trzecia operacja tydzień po tygodniu, trzy operacje w pół roku. Niewyobrażalny ból, nie pomagały silne środki przeciwbólowe i sterydy w kroplówkach. W święto Matki Bożej Anielskiej zaczęłam rehabilitację. Wbrew zaleceniom lekarskim posadzono mnie na wózku inwalidzkim przed zrobieniem EKG – trwało to 1,5 h, był piątek. Wróciłam na salę, czułam, że serce wali mi jak chce, skuliłam się i powoli umilkły głosy z sali, a ja znalazłam się w jasnym tunelu. Pierwsze osoby, które zauważyłam to były czarne postacie w kapturach, szły do mnie, aby mnie przestraszyć. Przed operacjami byłam u Spowiedzi świętej i przyjęłam sakrament Namaszczenia Chorych. W tym czasie odmawiałam egzorcyzm „Święty Michale Archaniele”, był on niezwykle skuteczny, złe duchy uciekały w popłochu. Potem znalazłam się w moim domu rodzinnym, znajdującym się od szpitala ponad 160 km, zobaczyłam męża siedzącego w fotelu, w ogromnym bólu i rozpaczy. Zrobiło mi się go żal, bo wcześniej był u mnie i nie pokazywał mi żadnych emocji, ale cały czas mnie wspierał i dodawał otuchy. Jego postać była we mgle. Za chwilę też we mgle, zobaczyłam męża, jak rozmawia z moją siostrą. Był załamany, siostra go pocieszała, powtórzyłam im później przebieg tej rozmowy. Oboje przytaknęli, że taka rozmowa się odbyła. Widziałam potem też we mgle, siostrę mojego męża, jak rozmawia ze swym bratem i bratem mojego męża. Niezbyt pochlebnie się o mnie wyrażała i o tej całej sytuacji. Wręcz krzyczała zbulwersowana do telefonu. Też później powtórzyłam jej tę rozmowę, w odpowiedzi zaczerwieniła się. Nie miałam wpływu na to co widzę i słyszę. Najbardziej chciałam zobaczyć swoje dzieci, ale ich nie widziałam. Znów znalazłam się w tym tunelu i znów na spotkanie wyszły mi złowrogie, czarne postacie w kapturach. Odmawiałam egzorcyzm i one uciekały. Cały czas się modliłam i wzywałam Boga Ojca, Pana Jezusa i Matkę Najświętszą na pomoc. Wtem weszłam do ciemnego pomieszczenia, usłyszałam czyjeś kroki i usłyszałam głos mojego zmarłego brata, który popełnił samobójstwo pod wpływem alkoholu, miał do tego słabość. Dzięki Bogu kilka dni wcześniej odbył spowiedź i przyjął Komunię św. Mój brat był dobrym chłopakiem, ja osobiście wiele mu zawdzięczam. Odezwał się: „witaj Gieniu”, odpowiedziałam: „to już 28 lat, jak umarłeś, bardzo mi ciebie brakuje”. Brat odrzekł: „Ale ja wiem, co się u ciebie działo przez te wszystkie lata, że wyszłaś za mąż i masz dwójkę dzieci”. Jeszcze chwilkę realnie porozmawialiśmy, gdy nagle brat zadał mi pytanie: „czy przechodzisz na drugą stronę?”, pomyślałam wtedy o swojej rodzinie. Ale brat uprzedził moją odpowiedź i powiedział ze smutkiem, „jednak chcesz wrócić do męża i dzieci”. Odpowiedziałam: „tak”, czułam jak odchodzi smutny. Gdy ze mną rozmawiał w ogóle się go nie bałam. Wyszłam z tego czarnego miejsca i wciąż byłam w tym jasnym tunelu, nadal się modliłam i odmawiałam koronkę do Bożego Miłosierdzia. Weszłam tym razem do bardzo jasnego pomieszczenia, które było przedzielone szybą od sufitu do podłogi. Podeszłam zaciekawiona i za tą szybą zobaczyłam piękny ogród, pełen kwitnących kwiatów i krzewów. Tuż przy szybie zobaczyłam zmarłą 10 lat temu na raka głowy – przyjaciółkę. Byłam u niej na pogrzebie, miała zdeformowaną twarz po operacjach, lecz tu zobaczyłam ją taką jak była zdrowa. Była piękna, ubrana w białą, bufiastą sukienkę. We włosach, które miała spięte był przyczepiony z boku kwiat. Uśmiechała się do mnie, pomachała dłonią, poczułam się raźniej. Ale nadal wzywałam Boga i Panienkę Przenajświętszą. Wtem usłyszałam kołatanie kołatek, jak w czasie Triduum Paschalnego. Zobaczyłam zbliżającą się do mnie, jakby figurę Matki Bożej. Zatrzymała się tuż nade mną, ale była za szybą. Ubrana była w czerwoną sukienkę i niebieski płaszcz. Upadłam na kolana i schyliłam głowę, nie czułam się godna, aby na Nią patrzeć. Powiedziałam: „dziękuję Ci Mateczko Przenajświętsza, że odpowiedziałaś na moje wołanie i modlitwy. I teraz do mnie przyszłaś, zobacz o Pani w jakiej jestem sytuacji, konam z bólu. Błądzę w tym tunelu i do tego cały czas atakuję mnie złe duchy. Błagam pomóż mi Mateczko”. Nagle znów usłyszałam odgłos kołatania i zobaczyłam jak Maryja oddala się ode mnie. Zrozpaczona krzyknęłam: „Mateczko Przenajświętsza nie zostawiaj mnie tu samą”. Spojrzałam w lewo i zobaczyłam niedaleko mnie św. O. Pio, byłam zdziwiona jego obecnością, gdyż go nie wzywałam. Jestem pewna, że zesłała mi go Maryja. Od razu podbiegłam do niego i zaczęłam mówić: „św. o. Pio, ty tak bardzo cierpiałeś, miałeś stygmaty ran Pana Jezusa, ból był nieodłącznym towarzyszem twego życia, wiem, bo czytałam o tobie książkę. Ja teraz też bardzo cierpię, wiem, że mnie rozumiesz, do tego ciągle atakują mnie złe duchy. Pomóż mi, ochroń mnie przed nimi – i zaznaczyłam – błagam cię tylko mnie nie opuszczaj”. O. Pio nic nie odpowiedział, ale wyciągnął do mnie swoją prawą rękę, w której miał różaniec. Zrozumiałam, że mam go odmawiać. Tak też zrobiłam. Nie mając ze sobą różańca w tym tunelu, odmawiałam go z chórami anielskimi. Jest to taka metoda odmawiania różańca, której nauczyły mnie siostry zakonne. Chodziliśmy w tym tunelu i modliliśmy się, każdy z osobna. A gdy tylko pojawiły się złe duchy, zakonnik wychodził do przodu, machał kilka razy wyciągniętą prawą ręką, w której trzymał różaniec. A one szybko uciekały i od tej chwili przestałam się już bać. W sobotę rano ocucono mnie i zapytano, „czy chcę przyjąć Komunię św., bo przyszedł kapłan?”. Łzy płynęły mi po policzkach, przyjęłam Pana Jezusa. Poczułam się umocniona duchowo. Znów znalazłam się w tym tunelu, gdzie cały czas od piątku wieczorem, aż do nocy z soboty na niedzielę był ze mną św. o. Pio. Zaprowadził mnie do pewnego wejścia w formie łuku i w tym momencie zniknął. I z tego wejścia wyszedł Pan Jezus, wyglądał tak jak na zdjęciu, które zrobił Mu brat Elia i tak samo był ubrany. Chrystus uśmiechnął się szeroko i objął mnie ramieniem, lekko dociskając, jakby na przywitanie. Nie czułam już zupełnie bólu i na widok naszego Pana od razu o nim zapomniałam. Można to przyrównać do bólu rodzenia, matka czuje ból, ale gdy się rodzi dzieciątko, ze szczęścia od razu o tym bólu zapomina. Nasz Pan mówił do mnie łagodnym głosem, cały czas żartując, czym mnie bardzo rozśmieszał. Szkoda, że nie pamiętam teraz o czym rozmawialiśmy. Oboje śmialiśmy się. Stwierdzam, że nasz Pan ma ogromne poczucie humoru. Pan Jezus prowadził mnie objętą Jego ramieniem, szybko i żwawo. Jest On bardzo energiczny, a przy tym naturalny. Byłam bardzo szczęśliwa, radosna i uśmiechnięta. Nie czułam dystansu, że On jest Bogiem, a ja nędznym i grzesznym prochem. Rozmawialiśmy jak dwoje przyjaciół. Chrystus zaprowadził mnie do dużego pomieszczenia, gdzie widziałam ściany, ale nie było w nim mebli. Tylko z mojej lewej strony, na stojaku stało duże lustro. Pan Jezus powiedział, abym przed nim stanęła. I do aniołów – dwóch lub trzech, którzy się tam pojawili powiedział: „przynieście tę białą szatę”. W krótkim czasie jeden z tych aniołów przyniósł wiszącą na wieszaku białą sukienkę. Nasz Pan powiedział do mnie: „przymierz ją”. Obejrzałam się w lewo, szukając jakiejś przymierzalni, gdy nagle zauważyłam, że ja już jestem przebrana. Sukienka była biała bez ozdób, z długimi rękawami i sięgała mi do kostek. Krzyknęłam zachwycona: „Panie Jezu ona na mnie idealnie pasuje”. A nasz Pan się uśmiechnął i odrzekł: „ona została uszyta na miarę” i dodał: „przyjrzyj się sobie uważnie cała”. Dopiero spojrzałam na swą twarz, długo się przyglądałam i znów wykrzyknęłam: „Panie Jezu to ja?” On się uśmiechnął i odpowiedział: „oczywiście, że ty”. Nie mogłam siebie rozpoznać, byłam dużo młodsza, niż moje wtedy 45 lat. Nie miałam żadnych zmarszczek, blizn na twarzy. Z przodu miałam pięknie spięte, do góry blond włosy, z tyłu zaś były rozpuszczone, sięgały prawie do pasa, a boki były upięte spinkami, które się bardzo mieniły. Dla mnie było to wtedy oczywiste, że to diamenty, więc nie zapytałam się o to Pana Jezusa. Wyglądałam naprawdę prześlicznie, o wiele lepiej niż w dzień ślubu. Nagle nasz Pan mnie zawołał i pamiętam, że wtedy poczułam ukłucie bólu w sercu i pomyślałam, „a jednak umarłam, co z moimi dziećmi? (syn jest autystyczny) Co z mężem?” Ale zaraz przyszła następna myśl: „trudno, nie mam na to wpływu, widać taka wola Boża, muszę się z nią pogodzić, przecież codziennie o jej wypełnienie się modlę”. Znów Pan Jezus objął mnie ramieniem i zaprowadził mnie do nie dużego pomieszczenia, gdzie panował półmrok. Zobaczyłam tam leżącą na katafalku, bez trumny, moją znajomą, która kilka dni wcześniej umarła i modliłam się za nią, od razu ją rozpoznałam. Chrystus stanął naprzeciwko niej, a ja stanęłam obok. Nasz Pan zapytał się mnie: „czy ją oświecić?” Zrozumiałam, że nasz Bóg pyta mnie, „czy ją zbawić?” Wiedziałam, że ona rzadko chodziła do kościoła, ale po tym co się później stało wierzę, że zdążyła pojednać się z Bogiem przed śmiercią. Od razu zaczęłam prosić Pana Jezusa: „błagam Cię Panie, zbaw ją, ona była bardzo dobrą kobietą, pomagała córce w wychowywaniu dzieci”. Nie musiałam dłużej prosić. Zobaczyłam, jak nasz Pan podnosi prawą rękę i szeroka smuga światła oświeciła tę kobietę całą. Zaraz ona wstała uśmiechnięta i w tej jasności przeszła obok nas. Ja zaś znalazłam się gdzieś w szerokiej przestrzeni, gdzie było bardzo dużo ludzi ubranych na biało. Oni wszyscy zaczęli do mnie podchodzić dookoła i witać się ze mną. Obejmowali mnie ramieniem i lekko przyciskali. Czułam się zawstydzona tą całą sytuacją. Gdy wszyscy się ze mną przywitali, zobaczyłam tworzącą się procesję, chorągwie, kapłana w stroju liturgicznym. Zapytałam się jednej z tych osób: „co teraz będzie?” Usłyszałam odpowiedź: „Idziemy z orszakiem do nieba”. Wtem zobaczyłam, jak przed moimi oczami, odsuwa się bardzo powoli kotara, taka jaka jest na scenie teatralnej i powoli zaczął się wyłaniać zza niej las. Od razu usłyszałam śpiew ptaków, szum wiatru i co najważniejsze czułam zapach tego lasu. Była to dla mnie bardzo miła niespodzianka, bo miałam ogromne pragnienie, o którym nikomu nie mówiłam – poczuć zapach lasu i go zobaczyć. Byłam przeszczęśliwa. Nagle kotara się zasłoniła i został tylko Pan Jezus i ja oraz anioł, który stał z boku. Pan Jezus powiedział – „twoją szatę zabieramy, już widziałaś jak wyglądasz. Zabieramy ją na przechowanie, ona na ciebie poczeka, a teraz musisz wrócić do męża i dzieci, bo oni ciebie potrzebują”. I w jednej chwili zobaczyłam, jak anioł trzymał powieszoną na wieszaku moją sukienkę wraz z nałożonym na nią workiem foliowym. Spojrzałam na siebie, już byłam ubrana normalnie, w dresach. Pamiętam, że złapałam się za włosy, już nie było tej pięknej fryzury, tylko jak wcześniej, miałam je spięte w koński ogon. Jak bardzo nie chciałam wracać. Czułam intuicyjnie, że może wrócić ból, więc podbiegłam do Pana Jezusa i zaczęłam Go prosić, aby mnie uzdrowił. Chrystus odpowiedział: „bądź cierpliwa”. Zaczęłam spadać w dół, ale ja znów wróciłam do Niego, błagając o uzdrowienie. Nasz Pan znów mi odpowiedział: „bądź cierpliwa”. Znowu zaczęłam spadać w dół i nie wiem jakim cudem wróciłam do naszego Pana trzeci raz. I wtedy w akcie rozpaczy, upadłam przed Nim na kolana, cały czas prosząc o uzdrowienie. Pan Jezus podniósł mnie z kolan i stanowczo mi oznajmił: „powiedziałem ci, bądź cierpliwa”. Uśmiechnął się i zażartował: „ach te kobiety”. Gdy spadałam w dół usłyszałam głos Pana Jezusa: „do tego cierpienia byłaś przygotowywana przez całe twe życie”. Zapytałam: „Panie, czy miałam wykonać jakieś zadanie?” Chrystus odpowiedział: „tak”. Zapytałam: „jak wypadłam?” Usłyszałam: „jesteś dzielna, mój Ojciec jest z ciebie zadowolony”. Nagle poczułam ból w organizmie, ale już nie taki jak wcześniej. Pomyślałam: „żyję”. Było to wczesnym rankiem w niedzielę. Jakże byłam szczęśliwa, że Pan Jezus mnie pochwalił, bo w szpitalu prawie przez wszystkich byłam uważana za nawiedzoną, bo codziennie czytałam Biblię, odmawiałam różaniec, przychodził do mnie ksiądz z Komunią św., słuchałam Mszy Św. A także w czasie naszych rozmów z pacjentami broniłam kapłanów. Miałam też objawy nieadekwatne, jak inni po operacjach. Zaraz po kilku miesiącach od pobytu w szpitalu, gdy zrobiono mi badania, okazało się, że to była przewlekła borelioza, na którą potem leczyłam się ok. dwa lata. Tak łatwo innym było mnie osądzać, że się użalam nad sobą, wyolbrzymiam ból itp. Byłam poddawana nieustannym przeciągom, powodowały one u mnie dodatkowe cierpienia. Czułam się też niezrozumiana, wyśmiana, a nawet wyszydzona. Oczywiście przebaczyłam wszystkim modląc się o ich nawrócenie i zbawienie. Dłuższy czas się zastanawiałam czym było, to co widziałam? Miałam myśli, że mogło to być jakieś przedstawienie diabelskie, ułuda. Postanowiłam, że zapytam się spowiednika, lecz gdy poszłam do spowiedzi, było do niej wiele ludzi, a ja też nie byłam w stanie długo klęczeć. Postanowiłam, że jako osoba chora, wezwę księdza do domu. I nie wiem dlaczego sprzeciwił się temu mój mąż. Patowa sytuacja. Jakież było moje zdumienie, kiedy w pierwszą sobotę miesiąca, ujrzałam księdza w drzwiach. Ucieszyłam się, że mąż go jednak wezwał, więc korzystając z sytuacji, wyspowiadałam się i opowiedziałam księdzu szczegółowo to wszystko co widziałam i słyszałam. Spowiednik mi odpowiedział: „to co przeżyłaś jest rodzajem śmierci klinicznej, to na pewno nie była ułuda, a tym bardziej przedstawienie diabelskie, bo diabeł nie kazałby ci odmawiać różańca, tak, jak kazał ci św. O. Pio i w ogóle razem się modlić”. I mówił dalej: „swego brata nie widziałaś, bo on jest w czyśćcu. Przyjaciółka w ogrodzie pełnym kwiatów jest w niebie, ale ty tam jeszcze nie byłaś. (Oddzielała nas szyba). A zbawiając twoją znajomą, Bóg spektakularnie odpowiedział na twoją modlitwę za jej duszę. Miałaś iść do nieba, ale Bóg dla jakiegoś celu zostawił cię na tym świecie”. Zapytałam spowiednika, czy powinnam o tym wszystkim mówić ludziom. Odpowiedział: „tak, powinnaś mówić jakie dobro, czyli niebo nas czeka, gdy będziemy wierni Bogu”. Po wyjściu księdza, który zostawił mi wizytówkę, podziękowałam mężowi, że go wezwał. Mąż był bardzo zdziwiony, stanowczo twierdził, że nie wzywał kapłana. Zadzwoniłam szybko na komórkę księdza, domyślając się, że przyszedł do mnie przez pomyłkę. A ten zdziwiony odpowiedział: „ale przecież GPS mnie do pani zaprowadził”. I szybko się wyjaśniło, że wezwano go do innej chorej, u której ostatecznie był również tego dnia. Wiem, że w życiu nie ma przypadków, że to Pan Jezus przysłał tego księdza do mnie, aby odpowiedział mi na wszystkie pytania i dzięki temu odzyskałam spokój duszy. Chwała Panu Jezusowi. Z Panem Bogiem – Gienia źródło: , 2018-02-27 Widziała Jezusa. Przeżyła śmierć kliniczną. Zobacz jak opowiada o tym jak wyg... 8Подобається Поширити Поскаржитись Завантажити Прикріпити Соціальні мережі Змінити публікацію Видалити публікацію Już tu było wspomniane że:"Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli"Nie wiadomo dokładnie jak to było ale można znaleźć pozytywy w tej wypowiedzi."Przed zobaczeniem Jezusa nie wierzyłam w Jego istnienie."Autorka świadectwa wcześniej w zasadzie była osobą niewierzącą."I jeśli nie będziemy pokutować za grzechy, pójdziemy do piekła."Mówi o konieczności pokutowania za grzechy bo czeka …БільшеJuż tu było wspomniane że:"Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli"Nie wiadomo dokładnie jak to było ale można znaleźć pozytywy w tej wypowiedzi."Przed zobaczeniem Jezusa nie wierzyłam w Jego istnienie."Autorka świadectwa wcześniej w zasadzie była osobą niewierzącą."I jeśli nie będziemy pokutować za grzechy, pójdziemy do piekła."Mówi o konieczności pokutowania za grzechy bo czeka nas piekło, a takiej wypowiedzi dzisiaj nie usłyszymy z wielu ambon kościelnych."Ostatnim Jego nakazem było bym Świadczyła o tym spotkaniu, dlatego mnie oglądasz dzisiaj tutaj... nie lubię robić filmów ze sobą, lecz zrobiłam to dla Jezusa...A ja jestem tutaj aby Ci zaświadczyć, że Jezus jest Prawdą, Życiem i nie mogę opierać mojego życia i zbawienia na pół-prawdach."Ile osób jest gotowych pokazując swą twarz zaświadczyć przed całym światem, że Jezus jest Prawdą, Życiem i Drogą i że jest gotowym swoje życie poświęcić dla Jezusa ? Do jakiego kościoła wy chcecie nawracać ludzi? Do papieża Franciszka stokrotnego heretyka, do biskupów judaizujących i islamizujących Chrześcijan? Do heretyków wierzących w fałszywe nauki Wielkiego Wybuchu, Ewolucji, Wielkiego Słońca dookoła którego fruwa malutka kulista ziemia? No i jeszcze macie heretycy kilka planet z imionami bogów pogańskich!!Bo w Biblii nic o tych planetach nie napisano...…БільшеDo jakiego kościoła wy chcecie nawracać ludzi? Do papieża Franciszka stokrotnego heretyka, do biskupów judaizujących i islamizujących Chrześcijan? Do heretyków wierzących w fałszywe nauki Wielkiego Wybuchu, Ewolucji, Wielkiego Słońca dookoła którego fruwa malutka kulista ziemia? No i jeszcze macie heretycy kilka planet z imionami bogów pogańskich!!Bo w Biblii nic o tych planetach nie napisano... napisano o gwiazdach... i sa to właśnie gwiazdy bogów pogańskich.. i będą spadać malutkie na Wielką Ziemię jak oliwki z drzewa gdy je silna ręka zatrzesie, a w nich będą gwiazda Mars Venus Neptun wielbiony w Gdańsku...w skrócie NeoPogaństwo w całej pełnii szerzone wśród Katolików Jestem przekonana, że się nie tak, jak z Vasulą. Tez miała wizje niby Jezusa, ale..... pisała pismem automatycznym, czyli miała wizje pochodzące od diabła. Poza tym też nie przeszła na wacuś jak zwykle wtrąca się by mącić!--------------------------------yaphet 12 godziny temuMoim zdaniem, może się mylę, gdyby to był Pan Jezus, nakłonilby ją do konwersji na katolicy…БільшеJestem przekonana, że się nie tak, jak z Vasulą. Tez miała wizje niby Jezusa, ale..... pisała pismem automatycznym, czyli miała wizje pochodzące od diabła. Poza tym też nie przeszła na wacuś jak zwykle wtrąca się by mącić!--------------------------------yaphet 12 godziny temuMoim zdaniem, może się mylę, gdyby to był Pan Jezus, nakłonilby ją do konwersji na katolicyzm, opowiedział o Sakramentach a nie o wszechświecie, którego nie ma. Moim zdaniem, może się mylę, gdyby to był Pan Jezus, nakłonilby ją do konwersji na katolicyzm, opowiedział o Sakramentach a nie o wszechświecie, którego nie ma. Jeżeli przyjmiemy, że Ziemia istnieje, że gwiazdy, które widzimy nocą, też istnieją, to możemy z tej układanki złożyć całkiem spory Wszechświat. A jeżeli jako katolicy dołożymy do tego niebo, czyściec i piekło (Wszechświaty równoległe ), to robi się naprawdę ciekawie :-)Co do konwersji na katolicyzm i sakramentów, sama Emily Nantz powiedziała, że nie wszystko pamięta. Jak to się mówi, „nie …БільшеJeżeli przyjmiemy, że Ziemia istnieje, że gwiazdy, które widzimy nocą, też istnieją, to możemy z tej układanki złożyć całkiem spory Wszechświat. A jeżeli jako katolicy dołożymy do tego niebo, czyściec i piekło (Wszechświaty równoległe ), to robi się naprawdę ciekawie :-)Co do konwersji na katolicyzm i sakramentów, sama Emily Nantz powiedziała, że nie wszystko pamięta. Jak to się mówi, „nie od razu Kraków zbudowano”, czyli, że możliwe, iż Pan Jezus ateistom (apostatom itp.) nie mówi na początku wszystkiego, bo prawdopodobnie byłoby to dla nich zbyt wiele, za dużo, jak na początek drogi do nawrócenia. Też miałam wczoraj wątpliwości,ale bardzo chciałam by ktoś jeszcze zauważył i wypowiedział o tym mówić i modlić w myśl samego Pana Jezusa(może też mylę się)Łk1021 W tej właśnie chwili Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie …БільшеTeż miałam wczoraj wątpliwości,ale bardzo chciałam by ktoś jeszcze zauważył i wypowiedział o tym mówić i modlić w myśl samego Pana Jezusa(może też mylę się)Łk1021 W tej właśnie chwili Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. 22 Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić». Tymoteuszlepiej nic nie mówić bracie niż stawać przeciw Prawdzie Objawionej w Biblii po stokroć, że Ziemia jest nieruchoma nawet Bóg wstrzymał Słońce aby dokończyć bitwę na nieruchomej ZiemiGdy Pan Jezus przyjdzie powtórnie będzie widoczny jednocześnie na całej Ziemi, a to możliwe tylko na Płaskiej Ziemi jak w Biblii...Gdy Jezus Wstępował do Nieba wstępował do górytak też gdy będziemy …БільшеTymoteuszlepiej nic nie mówić bracie niż stawać przeciw Prawdzie Objawionej w Biblii po stokroć, że Ziemia jest nieruchoma nawet Bóg wstrzymał Słońce aby dokończyć bitwę na nieruchomej ZiemiGdy Pan Jezus przyjdzie powtórnie będzie widoczny jednocześnie na całej Ziemi, a to możliwe tylko na Płaskiej Ziemi jak w Biblii...Gdy Jezus Wstępował do Nieba wstępował do górytak też gdy będziemy strącani do Piekła to będziemy strącani w DółBóg przemawiał do ludu od początku świata i pouczał lud o świecie, o rolnictwie, o budowaniu świątyni, o sądownictwie...i o wszyskim co człowiekowi potrzebne do życia i do Zbawienia...Jawny atak na Biblię rozpoczął się od promowania herezji KopernikaW Koścxiele teoria ta była skrytykowana od początku bo była fałszywa...Dopiero kłamstwa fałszywych nauk i fałszywych naukowców wprowadziły zamęt i chaos, nie wśród protestantów! Oni akurat długo się bronili przed tą teorią, a wielu z nich trwa w Prawdzie o Stworzeniu świata do dziśŁk1021 W tej właśnie chwili Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemiprosto od Sw Lukasza ...koincydens?Zwycięstwo Jozuego Stanisław, ja jestem przekonany, że Ziemia jest płaska, zgodnie z Objawieniem w Piśmie świętym i nauką świętych mistyków. Wyświetlenia666Widziała Jezusa. Przeżyła śmierć kliniczną. Zobacz Przez chwilę byłam w niebie Nigdy nie czytałam książki o śmierci klinicznej i przeżyciach osoby, która przez chwilę była w niebie. Głęboko w to wierzę, ponieważ starsza pani z mojej rodziny, która już umierała, ocknęła się ze słowami ,,widziałam piekło i niebo". Później wyzdrowiała. Coś z pewnością w tym musi być, ponieważ takich książek pojawia się coraz więcej. Miejmy nadzieję, że nie jest to tylko spowodowane sukcesem ,,Niebo istnieje naprawdę". Betty J. Eadie miała przejść operację, jakich wiele. Nic nie wskazywało na jakieś komplikacje, a jednak poczuła, jakby została wyrwana ze swojego ciała. Zobaczyła światło, które ją do siebie zapraszało. Była przez chwilę w niebie. Jest to cudowna, kojąca i niebiańska opowieść. Świadectwo kobiety, która po tym doświadczeniu całkowicie zmieniła swoje poglądy. Po prostu stała się innym człowiekiem. Ogromna wiara i miłość autorki do Boga aż bije z tych stron. Znalazłam tu wiele faktów, których podobno w niebie dowiedziała się Betty. Czy to rzeczywiście prawda? Ja wierzę i to kupuję. Książka została napisana niezwykle prostym językiem. Miło i szybko się ją czyta. Jest optymistyczna. Daje nam nadzieję, mówi, że nie należy bać się śmierci. To fakt, który dopadnie każdego z nas, a życie na ziemi to zaledwie przedsmak. Tutaj uczymy się, poznajemy prawdę o cierpieniu, wzrastamy duchowo. Recenzent: Klaudia Błaszczyk Betty J. Eadie, Curtis Taylor Po schodach do nieba Tłumaczenie: Hanna de Broekere Jedna z najbardziej poruszających opowieści o doświadczeniach z pogranicza śmierci Prawa do ekranizacji zakupił Ridley Scott. Lekarze myśleli, że Betty umarła. Jej ciało nie odpowiadało na próby reanimacji, nie dawało żadnych oznak życia. Tymczasem ona miała wrażenie, że ogląda wszystko z góry, widziała też światło, które zapraszało ją do siebie. A potem doświadczyła niewyobrażalnego szczęścia. Zrozumiała, że jest nie tylko biologicznym organizmem, ale też istotą duchową, która nigdy nie przestanie istnieć. Betty przeżyła śmierć kliniczną i wróciła do życia z przesłaniem miłości: „kochajcie się, bo to jest najważniejsze”. Jej prosta i piękna opowieść o tym, czego doświadczyła, sprawia, że to, co niepoznawalne, staje się zrozumiałe. Okazuje się, że – paradoksalnie – przeżycia z pogranicza śmierci mogą nas nauczyć jak żyć. Relacja Betty „z życia po życiu” to DOWÓD na to, że śmierć nie jest końcem.

przeżyła śmierć kliniczną widziała piekło